Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień

Banasiak
/

Oczywiście wystawa Rewolucje 1968 sama w sobie jest potwornie nudna. Znajdziemy na niej bowiem bardzo dużo prac, które doskonale znamy nie tylko ze stałych ekspozycji zachodnich instytucji publicznych czy objazdowych zbiorów współczesnych kolekcjonerów, którzy bardzo lubią klasykę spod znaku '68, ale także z licznych wykładów oraz kart rozmaitych katalogów, albumów i książek. Nie mówiąc o tym, że znamy je z niezmierzonego oceanu współczesnej popkultury.


Czytaj więcej na stronie Obieg.pl.

Komentarze (122)

formowicz onetu

1868... rok, w którym został postrzelony Andy Warhol. Gdyby ktoś chciał pokazać coś, co rzeczywiście było wartościowe w latach 60-tych, pewnie skończyłoby się na monografii Warhola.

Anonimowy

Warhol w 1868? Brawo

Anonimowy

tropiciele literówek (cyfrówek), do boju!

formowicz onetu

Czego się spodziewałeś (aś)? Jestem tylko forumowiczem onetu. Znaczy to, że chociaż inteligencji mi nie brakuje, czasem ślizgają mi się po klawiaturze palce. Następny będzie poprawny i może Pan Kuba to jakoś ułoży, i wtedy okaże się, że wszyscy możemy się znowu pojednać i cieszyć się z  naszej wspólnej miłości do sztuki.

formowicz onetu

1968... rok, w którym został postrzelony Andy Warhol. Gdyby ktoś chciał pokazać coś, co rzeczywiście było wartościowe w latach 60-tych, pewnie skończyłoby się na monografii Warhola.

Bezan

Skoro Krytykant bierze na warsztat nudne -jak pisze- wystawy, to nic dziwnego, że Komentatorzy komentują komentarze, a nie Jego tekst.

Swoją drogą jeśli formowicz onetu w sztuce l. 60 zobaczył jedynie wartościowego Warhola, to w świetle krakowskiej kolekcji Jablonki możemy mu tylko współczuć. Równie dobrze w dzisiejszej muzyce rozrywkowej można uznawać jedynie artystę o wdzięcznym, iberyjsko-ukraińskim nicku Don Wasyl. Ja , z kolei, mam mniejsze zrozumienie dla zaawansowanych form sztuki w wydaniu Warhola: mazaczek, konturek, folijka x 5 i przechodzimy do kolejnej sali, ziewając.

gnom hAnonimowy

Hej ho, hej ho, do pracy by sie szlo...

formowicz onetu

Do Bezana. Współczuję wzajemnie.

gnom hAnonimowy

Rowniez wspolczuje, glownie Krytykantowi. Wypalil sie... do tego wlasnie prowadzi nadprodukcja i chec szybkiego zablysniecia.

Anonimowy

tak to jest, ze prace sprzed 40 lat z reguly juz byly gdzies pokazywane. zwlaszcza, jesli sa dobre.

rozumiem, ze oczekiwana byla prawdziwa "rewolucja" i wydobycie ze schowka pod (kolekcjonerskimi/muzealnymi) schodami 200 calkiem nowych, wybitnych prac wybitnych artystow. albo jeszcze lepiej: odkrycie wybitnych artystow sprzed 40 lat. albo pokazanie nieznanych prac, ktore jednak w niezauwazony dotad sposob wplynely wlasnie na nasza swiadomosc i sztuke pozniejsza.

albo - jak chyba chcialby autor - pokazanie ze to wszystko martwa klasyka, ktora juz - a nawet przede wszytskim - widzielismy (gratuluje swoja droga, jesli faktycznie to wszystko autor juz na zywo widzial)

wystawe w zachecie mozna roznie oceniac, zwlaszcza jej ekspozycje, ale naprawde nie pojmuje, dlaczego "oczywiscie" miałaby byc "nudna".

poza praca kuratorow (w tym wypadku naprawde duza) jest jeszcze cos takiego jak indywidualne czytanie/laczenie/analizowanie. a materialu w zachecie nie brakuje.

poza wszystkim ten tekst przypomina raczej komentarz jaki mozna wyglosic na wernisazu koledze do ucha, a nie merytoryczna recenzja

Krytykant

trafił/a Pan/i w sedno: chciałbym aby ta wystawa była żywa - obojętnie, w która stronę (podważenie, uaktualnienie, czy zrobienie z tego "przegiętej" martwej klasyki, co tez byłoby wymowne). jednym słowem: cokolwiek poza pokazaniem dziesiątek prac.

czy to duże wymagania? i to w przypadku tak zgranego (medialnie, kulturowo etc) tematu? moim zdaniem nie. Pana/ią tak. mozna było zrobić z tym tyle fajnych rzeczy... spiżowe pomniki papieża pewnie Pan/i skrytykuje, ja krtytykuję tez spizowe pomniki minonej sztuki.

więc sam sobie Pan/i odpowiewadział/a - własnie dlatego ta wstawa jest dla mnie nudna, bo nie ma w niej tego, co Pan/i proponuje w pierwszych akapitach swojej wypowiedzi.

interpetować w kółko te same prace, mnozyć puste frazy o dyskursach, którym poświęcono encyklopedie? och, to jest dopiero nudne... jednak równiez mój tekst jest interpretacją. tyle że inną.

co do formy. dla mnie bliżej to felietonu, szybkiej, zaczepnej recenzji ("zaczepenej" bynajmniej nie w rozumieniu "zaczepienia osoby", raczej problemu), ale mniejsza.

pozdrawiam

K

głos z prowincji

Panie Kubo,

niestety wygląda na to, że nie zobaczę wystawy, mimo Pana krytycznej oceny żałuję bardzo. Jestem pokoleniem, które doświadczyło roku '68, właśnie dlatego nie znam tych prac, no może z katalogów, ale też nie za bardzo, bo w moich studenckich czasach można było kupić album Impresjonistów z radzieckich zbiorów sztuki, a potem skok przez mur, stan wojenny, musztarda i ocet, inflacja i transformacja (może pomyliłam kolejność, ale to bez znaczenia, było). Nazwiska, które Pan wymienia w artykule są mi zupełnie nieznane (no nie wszystkie, większość). Możliwe, że coś przegapiłam z własnej winy. Wspomina Pan o objazdówkach. Śląsk, to taki region, gdzie pewne rzeczy nie docierały. Nas tu karmiono czym innym. Byłoby fajnie gdyby była możliwość zobaczenia tego także gdzieś bliżej. Warszawa to wyprawa.

Rozumiem, że to rzecz trudna, wozić te "rupiecie" (teraz jestem złośliwa, ale jak nazwać zardzewiałą beczkę?), są nietrwałe.

Współczesność obdarzyła nas wspaniałą technologią, ona pozwala działać cuda. Skoro Zachęta ma tylu sponsorów i dotacje czy nie mogłaby przygotować prezentacji wirtualnej? Wirtualny katalog w Internecie dla tych, którzy nie mogą pojechać do Warszawy? Ja gdybym bardzo chciała mogę tam pojechać, ale są np. ludzie niepełnosprawni. Współczesna sztuka walczy z wykluczeniem. Uważam, że w czasach kiedy to jest możliwe (i zapewniam wcale nie kosztuje tak dużo) przygotowanie wirtualnego katalogu wystawy dla "wykluczonych" byłoby przekładaniem słów na czyny.

Co teraz mogę zobaczyć?

Przesuwający się pasek małych obrazków, za szybko, żeby się przyjrzeć, za małe, żeby dokładnie obejrzeć. Teksty w tym idiotycznym okienku. Rozumiem, nowoczesny skrypt, Flash, żeby było ładnie. Jest tak sobie, może być ładniej, ale jest bardzo niefunkcjonalnie.

Wszystko za publiczne i sponsorów pieniądze, niby dla każdego kto chce. Jednak bardzo wielu wykluczonych. Wykluczeni starsi, ci nie nadążają za paskiem, wykluczeni Ci ze słabszym wzrokiem, małe literki, wykluczeni niepełnosprawni spoza Warszawy, wykluczeni ubodzy (podróż do Warszawy kosztuje) i cisi (?). Piszę w tym miejscu i nie na temat ponieważ jest Pan bliżej tego: „korytka" może Pan zwróci na to uwagę komu trzeba. Mnie nikt nie wysłucha.

Bezan

Sztuka współczesna walczy z wykluczeniem tych, którzy -jako niewykluczeni- nijak by jej nie zagrażali. Przy okazji manifestuje swój szlachetny luz, gest, empatię. Ale sztuka współczesna natychmiast sztywnieje, gdy chodzi o luz, gest, w stosunku do sztuki z innego (niż obowiązujący PARADYGMAT) rozdania. Nie tylko nie walczy z wykluczeniem "innych" artystów , ale -pośrednio- walczy z samymi, wykluczonymi artystami, wpadając na genialny w swej prostocie i jakże znajomy pomysł: zakręcić wszystkie kurki nieprawomyślnym. Do tego stopnia konsekwentnie, że jak nieprawomyśni przenoszą się pod skrzydła innego niż państwowy (zajęty oczywiście przez nią) mecenasa (do kościoła, kolekcjonera prywatnego), próbuje tegoż mecenasa, gdy rozpozna, zdyskredytować. Światowy luz znika, wszechkróluje wioskowa małostkowość.

stary człowiek a może

Kurczę! Rzeczywiście strony wiekszości tego typu instytucji są o kant... potłuc, zaś, jesli chodzi o Zachętę to nie ma czego załować. To taki prowincjonalny "dom kultury", skrzyżowanie "kółka" plastycznego z urzędem. Strona CSW w Warszawie to żenada...

A tak na marginesie, odwróciłbym sytuację. Czy jest jakaś strona, blog obojętnie co, która ujawniałaby co sie dzieje na Śląsku w sztuce? Chętnie bym zachaczył. Tylko nie chodzi mi o strony instytucji, bo można z nudów jajo kwadratowe znieść.

P.S. Strona "Obiegu" też jest cienka. Panie Kubo Pan powie w redakcji, że lata 92gie są już dawno za nami... i nie chodzi o flesza. Od flesza zachowaj nas panie...

Anonimowy

tam napewno nie będzie nudno !!!

Wieczór promujący książkę, która podsumowuje projekty We Came From Beyond (listopad 2007, Galeria STARTER, Poznań) oraz We Go Far Beyond (czerwiec 2008, Poznań, Warszawa, Oborniki Śląskie, Kostrzyn Wielkopolski). Książka zawiera rozmowy ze wszystkimi uczestnikami obydwu projektów, eseje oraz dokumentację fotograficzną.

Promocję uświetni występ jednego z uczestników We Go Far Beyond – Konrada Smoleńskiego pt. Niuniuni gra na psie.

Honza Zamojski: We Came From Beyond / We Go Far Beyond

środa 15 października 2008, godz. 19.00

galeria LETO, ul. Hoża 9c, Warszawa

Głos z prowincji

nie widziałam wystawy, ale nad ranem...

Z Pana tekstu wnioskuję, że wystawa to zbiór składników a nie ich suma, że nie udało się skleić tych prac w „myśl”, a rok 1968 nie jest tu kluczem.

Podobnie to wygląda zawsze wtedy kiedy mamy do czynienia z wystawami zbiorowymi, wszystko jedno czy oglądamy pokaz muzealny, czy sztukę współczesną. Każdy artysta mówi własnym głosem. Sprawa wygląda inaczej na wystawach indywidualnych lub grupowych, kiedy grupa jest powiązana ideą.

Tu zapewne dochodzi jeszcze sprawa „teorii sztuki”. Te prace samem z siebie nie mówią nic. Zaczynają nas uwodzić dopiero kiedy zostają obudowane teorią. Teoretyk wyjaśnia co artysta miał na myśli. Teoretyk działa w konkretnej rzeczywistości (jest zwolennikiem takiej a nie innej idei) i przez nią filtruje dzieło. Kolejny teoretyk wie już, co artysta chciał powiedzieć i rozwija „jego” myśl wypowiedzianą przez teoretyka, i tak ad infinitum. Idea się wypala i pozostają puste zardzewiałe beczki. Kolejny widz „nie czuje ducha tamtych czasów”, więc widzi to co widzi.

Pan Panie Kubo jest z innych czasów, teorię ma Pan uwewnętrznioną, i stałą się rzecz ciekawa - ilustrowana teoria była przekonująca, a teoria w zderzeniu z „oryginałami” jest historyczna. Prawdziwa sztuka ma to do siebie, że działa na odbiorcę bez względu na teoretyczną nadbudowę czy czas powstania dzieła, bo dzieło mówi samo za siebie. Tu dzieła milczą lub zagłuszają siebie nawzajem. Być może właśnie to chciały powiedzieć kuratorki tak a nie inaczej aranżując wystawę, to „że zbiór składników nie jest sumą, że 1 i 2 i 3 i 4 i 5 to nie to samo co trzy”. Na czym polega różnica? Z łatwością podniesie Pan ciężar 1, 2, 3, 4, 5 kilogramów, a 15 kilogramów to już pewien wysiłek. Łatwo pokonać a,b,c,d,e, odrębnych indywidualności, niż grupę. Grupa musi mówić jednym głosem o tym samym. W 1968 tłum mówił jednym głosem (i był skuteczny), ale artyści wyrażali siebie (jak prawie zawsze), dlatego nie powstał „styl 1968”. Iwystawa nie porusza, ale nudzi.

Głos z p...

(Górny Śląsk) – ważniejsze galerie publiczne i czasopisma:

www.gck.org.pl

www.rondosztuki.pl

www.bwa.katowice.pl

www.szybwilson.org

www.muzeumslaskie.pl

www.galeriabielska.pl

www.kronika.org.pl

www.asp.katowice.pl

www.galeriaszara.pl

www.opcje.net.pl

www.alfa.com.pl/slask (spójrzcie jaki to pismo ma adres)

www.ultramaryna.pl

To chyba wszystko. Jeśli coś przegapiłam dopiszcie.

Wszyscy linkują do Warszawy, Poznania, Gdańska.

Każdy widzi tylko czubek własnego nosa.

Nic co pomogłoby wykluczonemu odbiorcy.

A  Bezan dobrze mówi.

Bezan

proszę spojrzeć na sztampę w CSW ZUJ ..

.można pawia pusicc na Y.ONO i to samo zarzucic

pozdrawiam

Głos z p..

Krytykant: „..A Rewolucje 1968 to w gruncie rzeczy pokaz sztuki lat 60. i 70., po prostu i bez przedrostków. Owszem, sztuki będącej następstwem wielkich społecznych przemian tamtego czasu (w tym czy innym stopniu), jednak innej zwyczajnie nie było. Tytuł mógłby być więc właśnie taki: Od Beuysa do KwieKulik. Sztuka lat 60. i 70 w streszczeniu.”

U nas rok 1968 wyglądał inaczej. Wietnam był rozumiany inaczej. Pokazywanie wystawy z taką datą w tytule jest fałszowaniem naszej historii. My jeszcze pamiętamy, ale wy już niekoniecznie. Wasze dzieci (dzięki oficjalnej sztuce) będą przekonane, że 1968 to „narodziny kontrkultury, a jednocześnie szybki rozwój popkultury, ruchy emancypacyjne (prawa mniejszości, prawa kobiet), walka o swobody obywatelskie, kształtowanie się świadomości ekologicznej, fascynacja nurtami lewicowymi, utopijne wizje architektoniczne, zainteresowanie nowymi mediami, kontestacje instytucji (i nie tylko) i przemiany uniwersytetów – to tylko niektóre z poruszanych tu wątków.(źródło: Zachęta)” Tak było w USA, w Berkley (odsyłam ponownie do Blooma, który tam wykładał), w Paryżu. Wszędzie chodziło o co innego, artystom zapewne też. Polakom o coś całkowicie innego.

Wciąż inspirujemy się sztuką ideologiczną, wyrosłą na cudzej glebie. I choć Rajkowskiej udało się posadzić palmę, zwykle się to nie udaje w naszym klimacie. Sztuka, która mówi o cudzych sprawach jest zła, bo nie mówi prawdy, (choć bardzo się stara). Powtarza za innymi komunały, bo widzi co innego, a o tym co widzi nie mówi, bo to niemodne i prowincjonalne. Wiadomo przecież, że „polski miłośnik sztuki współczesnej nie zatrzymuje się już na Lichtensteinie i Warholu, poznał historię sztuki ostatnich czterech dekad, jeździ na porewolucyjny Zachód”. Tylko MoMa wie co jest warte uwagi, i wszyscy artyści świata mają na to zawracać uwagę w przeciwnym razie są passe, czyli WYKLUCZENI.

Głos z p..

Pisząc "sztuka" mam na myśli artystów "kuratorów wystawy".

Współcześnie kuratorzy są twórcami i należy oceniać nie tylko poszczególne dzieła, ale całe dzieło, którym jest ekspozycja. To robi Krytykant. Jest znudzony, a ja próbują znaleźć wyjaśnienie.

Wystawa nie mówi o naszych sprawach, ale pokazując cudze "problemy zamknięte w dziełach" mówi, że były to problemy uniwersalne. Nie były, ta sztuka nas nie dotyczy więc i nie obchodzi. Jest jak bitwa pod Waterloo. Wiemy, że była, znamy nazwiska, daty, miejsca, są pamiątki.

Bezan

wpis z pawiem na Yoko Ono nie jest mój!

Anonimowy

"Wciąż inspirujemy się sztuką ideologiczną, wyrosłą na cudzej glebie".

Rzecz w tym, że wielka liczba polskich artystów żyje lub żyła w przeszłości na "cudzej glebie" (Kantor na przykład), a świat stał się tak mały i połączony w całość, że cała planeta JEST naszą glebą. Więc nie wiem jak to jest z tym "tworzeniem podwórkowym". Z drugiej strony sztuka nie zawsze musi być osadzona na "problemach", o czym pisze nawet Pan Kuba w "zmęczeniu rzeczywistością" ;)

Głos z p...

Jeśli żyje na cudzej glebie jest ok. Ja mam na myśli cudze idee, idee a nie artystę, które wyrosły na cudzej glebie. Czy Polak (mieszkający w Polsce) może mówić o narodzinach kontrkultury? Nie ponieważ ona rodziła się gdzie indziej a do nas przenika „już urodzona”.

Jak mi ktoś pokazuje wystawę „narodziny kontrkultury” to dla mnie jest to „nieznana (albo znana) ilustrowana historia narodzin…” czyli tak jak pisze Jakub „jest to pokaz potwornie klasyczny, przewidywalny, szkolny. Malarstwo Cinquecento, Impresjoniści czy Goya w czasach wojny”. Zmieniliśmy adresata, sposób pozostał taki sam: kiedyś było „ku czci Partii”, a teraz jest „Ku czci MoMa”. Robimy to tak, żeby MoMa nas pochwaliła, a nie żeby się czegoś o sobie poprzez te cudze prace i idee dowiedzieć.

viva Moma

Nie tylko MoMa, ale większość głównych tego typu placówek, które trzymają monopol na sztukę od wielu lat. Ci sami ludzie promują ten sam rodzaj sztuki. Kiedyś zmieniało się podejście do sztuki i trendy i razem z nimi rodziły się zupełnie nowe środowiska, zpełnie nowe placówki, zupełnie nowi kuratorzy, zupełnie nowi kolekcjonerzy, może nawet nowi odbiorcy. W tej chwili "elita" sztuki - czy jakkolwiek to nazwiemy - znalazła sposób na utrzymanie układu sił.

Kapitan Hak

"elita" nie zauważyła jak z rewolucji stała się klasyką, jak szybko skostniała w wąskim zakresie swoich gestów i ja stała się przez to zachowawcza...

Bezan

W Polaku kołacze się jednak dusza niewolnika. Wystarczy, że ktoś mu zamerda przed nosem stanem konta, a już ogony gotów zwać elitą. Kilka dekad nędzy, zebrało w Posce obfite żniwo.

Bezan

Porobiło się też tak, że dzieła sztuki i wystawy obowiązkowo są dzisiaj o rewolucjach, holocaustach, wykluczonych, mniejszościach etc. etc. , gdzie myli się, w sposób najzupełniej oczywisty, TEMAT Z TREŚCIĄ. Dlatego z ulgą obejrzałbym jakąś skromną wystawkę z glutem malarskiego mięcha, najchętniej o dupie Maryni.

Głos z prowincji

Panie Jakubie

Stawia Pan tezy (każdy tekst jest taką tezą), a następnie nie uczestniczy w dyskusji, czasem coś doda lub skasuje, ale generalnie przyjmuje Pan pozycję obserwatora.

To nie jest forum społecznościowe, ale blog i komentarze. Formuła jest po Pana stronie. Jednak uważam, że mówimy tu o ważnych sprawach, o bolączkach artystów. Stawiamy zarzuty, krytykujemy innych. Nie zawsze mamy rację, bo nikt nie jest wszechwiedzący. Oczekuję na Pana udział w rozmowie komentujących. Potrzebne są nam znane Panu odniesienia, opis uwarunkowań krytyków, kuratorów, coś co pomogłoby zrozumieć obecną sytuację na terytorium sztuki.

Chcemy robić wartościowe rzeczy i chcemy być zauważeni, czujemy się ignorowani. Nikt nie chce z nami rozmawiać, nikt nie traktuje poważnie tego, o czym mówimy, co tworzymy. Myślę, że jest nas wielu, a będzie jeszcze więcej, bo kto tylko może ucieka na ASP lub zakłada nową szkołę artystyczną. Jest nadprodukcja artystów w świecie, który wyeliminował kryterium warsztatu i wykształcenia, (wszystko jest sztuką, każdy jest artystą), Co w takich warunkach jest sztuką i kto jest artystą?

Amerykański artysta Robert Irwin daje taką definicję „ciągłe analizowanie naszej świadomości percepcyjnej i ciągłe rozwijanie świadomości otaczającego nas świata”.

Czy zgadzamy się z nią, czy ona nam wystarcza, czy to jest Pana definicja sztuki?

Aby rozmawiać o sztuce powinniśmy uściślić pojęcia, inaczej będą to jałowe dysputy, akademickie spory, nic na co warto poświęcać czas.

Osoby uczestniczące w rozmowie dają Panu coś bardzo ważnego – inny punkt widzenia. Pokazują rzeczy, których nie może Pan zobaczyć i poznać z własnego miejsca zamieszkania.

Chciałabym by na moje dzieła tak reagowano, jednak co trafnie zauważył Bezan pozakręcano wszystkie kurki. I nie chodzi jedynie on pieniądze. Erystyczne chwyty „oficjalnych artystów i promotorów sztuki” pozbawiają nas uwagi odbiorcy.

Co z tego, że mam wiele moim zdaniem ważnych i dobrych prac. Nikt nie ma ochoty ze mną o nich rozmawiać, a pokazując je w prowincjonalnej galerii domu kultury, choć pogłębiam świadomość pewnego kręgu odbiorców, ponoszę koszty tak duże, bez żadnych gwarancji zwrotu, choćby tylko w uwadze krytyki, czy innych ludzi sztuki, (bez dotacji), że taka inwestycja jest po prostu okradaniem najbliższych. Mogłabym w tym czasie, na tych samych płótnach, namalować ładne obrazki, które łatwo sprzedać i spędzić wakacje na Maderze a nie w garażu. Nie oczekuję wiele, dobrze sobie radzę sama, ale nie lubię mówić do ściany, tworzyć do szuflady.

Oczekuję więc zainteresowania tym co mówię, i odniesienia się do tego (nawet krytycznie). Nie chodzi mi o to by się ze mną zgadzać, ale by ze mną polemizować. Komentujący Pana artykuł to robią, Pan milczy i to mnie boli. Oznacza pewną protekcjonalność Pana postawy.

Krytyka sztuki, także jest twórczością, polemizowanie jest metodą poznawania. Proszę przyłączyć się do naszej rozmowy.

Krytykant

:-)

odpowiadam, jak mam coś do powiedzenia.

z Sz.P. Bezanem już sobie porozmawiałem kilkakrotnie, nie mówi on nic nowego. proszę odszukać naszą wymianę (y) zdań.

a moje stanowisko... jest w tekstach, mam nadzieję.

pozdr

K

głos z prowincji

Rozmowę prowadzi nie tylko Bezan. Rozmowa zainicjowana Pana tekstem biegnie w pewnym kierunku, może nie jest to ten kierunek, na który Pan oczekuje, ale trzeba zaakceptować fakty. Skoro ludzie mówią o tym o czym mówią, to jest to dla nich ważne i jak dotąd nikt nie wypowiedział się w sposób pozwalający mieć nadzieję, że artyści naprawdę niezależni będą wysłuchani. Mogą się „sprzedać”, wtedy owszem, ale teraz nie.

Pana stanowisko jest w tekstach, rozumiem, że skoro nie włącza się Pan do rozmowy, jest niewzruszone. Wie pan wszystko, wie Pan lepiej, skoro nie ma nic do powiedzenia, do dopowiedzenia? Tylko takie wnioski można wyciągnąć z tego co Pan odpowiedział na moją prośbę. A może po prostu nie ma Pan mocnych argumentów?

Skoro nie zabiera Pan głosu, kiedy kwestionuję Pana tezy, to czuję się ignorowana, kiedy sama stawiam tezy (stawiam je głównie dla Pana), a Pan milczy, to nie wiem czy plotę straszne bzdury, czy brakuje Panu argumentów, a może po bierze nas Pan na przeczekanie? Możemy sobie pogęgać, Pan wie swoje. Tak to odbieram. I oczekuję partnerstwa, którym dowiedzie Pan, że to co piszę nie jest prawdą. Zwracam się do Pana, ale chodzi mi o ludzi sztuki, których Pan reprezentuje.

Rozumiałabym gdyby odnosił się Pan w kolejnym tekście do komentarzy z tekstu wcześniejszego. Dyskusja miałaby wtedy inny kształt, ale byłaby rozmową, a tak jest monologiem. Pan mówi swoje (bo wie swoje), my swoje (bo wiemy swoje), nikt nikogo nie słucha, każdy idzie w zaparte, żadnych ustępstw, żadnych porozumień, żadnego kompromisu dla dobra sprawy. Prawie tak jak Prezydent z Premierem. Tylko kto jest kim w tej niby rozmowie?

pozdrawiam ;-)

stary człowiek a może

Krytykant nie reprezentuje nikogo oprócz siebie. NIe jest instytucją. Nie jest autorytetem. Wygłasza swoje osobiste opinie, choć czasami można powątpiewać na ile są one rzeczywiście osobiste. Gdzieniegdzie mu za to płacą. Nie należy ulegać złudzeniom. Proszę umówić się na kawę, skoro tak łaknie Pani aby Krytykant przemówił.

stary człowiek a może

ostani wpis nie jest mój !!!

stary człowiek

Anonimowy

Drodzy koledzy! Kiedy przyjdzie Wam rozum do glowy? Z tym czlowiekiem, z tymi ludzmi dyskutowac nie mozna! Oni maja was gdzis. A blog ten jest tylko i wylacznie po to azeby utwierdzic ich wlasne pozycje. A piszac tutaj sie do tego przylaczacie/ mnostwo komentarzy, wysoka frekwecja, ogladalnosc i tp., jak u Kuby tylko ze Wojewodzkiego/ . Jesli chcecie cos zmienic, po pierwsze przestancie tu pisac/ to moj pierwszy i ostatni komentarz, mam nadzeje ze nie zostanie usuniety.../ a po drugie wezcie przyklad od The Krasnals, albo przynajmniej od Tomka Kozaka. ...chyba ze wymyslicie cos jeszcze lepszego. PAMIETAJCIE TO WY JESTESCIE ODPOWIEDZIALNI ZA KREOWANIE WIZERUNKU I BUDOWANIE KARIERY ZAROWNO KRYTYKANTA JAK I POZOSTALYCH JEMU PODOBNYCH! ...bez publicznosci byliby nikim.

Bezan

Dużo w tym racji, co powyżej ale -chyba- nie do końca. Ot, jeżeli Anonimowy nie dokonałby powyższego wpisu, bo mają nas gdzieś, bo autor blogu olewa, realizując przy okazji inne cele (co oczywiście jest prawdą), ja np. nie dowiedziałbym się, że jest jeszcze ktoś (właśnie taki Anonimowy), co myśli i wnioskuje podobnie jak ja. A to już coś. Nieprawdaż?

Głos z prowincji

Nie wiem czy autor bloga olewa, podejrzewam raczej, że jest zaskoczony i jeszcze nie wie jak zareagować. Nie przypisujmy każdemu złej woli. Złe nawyki biorą się z naszego zaniechania. Malowaliśmy te swoje obrazki zamknięci w pracowniach i teraz mamy za swoje.

Nasza sztuka nie zbawi ludzkości bardziej niż ta wobec, której jesteśmy w opozycji.

Może malarstwo nie jest dyscypliną przyszłości. Nie domagam się więc by mnie wyniesiono na szczyt i tam wielbiono, szukam partnerów do rozmowy o tym co mnie boli i o tym co lubię. Każdy (po każdej stronie barykady) chce mieć prawo głosu, ale nikt nie rozumie, że chcąc mówić należy słuchać co inni mają do powiedzenia.

Jakub najprawdopodobniej jest na etapie objawień. I obwieszcza nam je. Za słowami muszą iść czyny, bo z samego gadania nic nie wynika. Bezustannie każdy z nas próbuje pogłębić świadomość odbiorcy lub słuchacza, ale drzwi do własnej świadomości zatrzaskuje przed innymi. Nie tylko Krytykant. Nieliczni maja odwagę podjąć rękawicę, np. wspomniany Tomek Kozak. Obrywa, ale jestem pewna, że wiele się w taki sposób dowiaduje, ma szansę poszerzyć własną percepcję zjawisk sztuki, poznać rzeczywistość, a to istotny fundament każdej twórczości. A jego adwersarze, też mogą sobie to i owo przemyśleć. Co z tego wyniknie, nie wiadomo, ale jest to krok we właściwym kierunku.

Tak jak nauczyciele lubią pouczać, tak krytycy obwieszczają własne zdanie. Może czas to zmienić? Niech krytycy staną pod pręgierzem naszych opinii. Postuluję niech teraz artyści ocenią krytyków i kuratorów sztuki. Nie chodzi o to, by kopać, ale by rzetelnie i uczciwie przyjrzeć się temu co myślą i mówią. W jakim stopniu są to ich własne wnioski, w jakim owczy pęd? Czy są sprawiedliwi, czy są pracowici? Czy docierają na prowincję? Co widzą, a co im umyka?

Gdzie? Trzeba się zastanowić. Coś wymyślę, a na razie tu, jeśli Krytykant nam pozwoli. Co o tym myślicie? Damy radę? Pewnie damy, ale czy nam się chce?

Bartek Otocki

Prawda. I czekam na ciąg dalszy. Ciekawi mnie jak liczna jest grupa tych, którzy regularnie czytaja ale się nie wypowiadają.

stary człowiek a może

Po jakich stronach barykady?

Trwa jakaś wojna? Powstanie? Stan wyjątkowy?

Czy wygra PRAWDZIWA SZTUKA?

Tomek Kozak podjął rękawicę?

Tomek Kozak jest jak zabawkowy akordeon: jakby go nie ugniatać, zagra tą samą melodię.

Już żeście przerypali młodziaki, bo brak wam poczucia humoru...

"I wrote these words for everyone

Who struggles in their youth

Who won't accept deception

Instead of what is truth

It seems we lose the game,

Before we even start to play

Who made these rules? We're so confused

Easily led astray

Let me tell ya that

Everything is everything

Everything is everything

After winter, must come spring

Everything is everything...."

Krytykant

huh...

ale ja naprawdę nie rozumiem... jakie objawienia, jakie czyny.. no i ja nikogo nie reprezentuję, naprawdę... przyznaję Pani rację - jestem zaskoczony! :)

nie umiem czytelniej, niż ostatnio: jak będę miał coś do powiedzania, powiem.

pozdrawiam... no i dziękuję za aktywność

K

PS. A Pani - ciekawi mnie - w imieniu jakiego kolektywu ("my") przemawia?

PS2. "Pozwalam" na wszystko, poza wyzwiskami, obelgami, insynuacjami, etc. Jak zawsze.

głos z prowincji

„PS. A Pani - ciekawi mnie - w imieniu jakiego kolektywu ("my") przemawia?

To zależy od okoliczności. Zawsze w imieniu słabych i uciśnionych. Teraz w imieniu Sztuk Pięknych.

Uważam, że nasze nierozumienie się wzajemne (artyści klasycznych dyscyplin sztuki) i artyści nowych dyscyplin i postaw), wynika z tego, że tych pierwszych pozbawiono rangi i prawa głosu, tym drugim przyznano koncesję na rację.

Wystarczyłoby przyjąć, że rację mają, ci którzy mają rację ;-) wysłuchać obydwu stron, pokazywać prace i jednych i drugich.

Jak to wygląda obecnie? Nie robiłam statystyk, ale tak na oko brakuje symetrii.

Weźmy Zachętę, CSW ZUJ - skąd pochodzą wystawiający, jaką sztukę reprezentują, jakich nauczycieli i jakie szkoły? Czy przesadzę jeśli stwierdzę, że przewaga jest po stronie Warszawy, warszawskiej ASP, Kowalni i Gruppy, nowej sztuki. Nie domagam się równouprawnienia i demokracji. W sztuce nie obowiązują, ale odrobina przyzwoitości by się przydała.

W moim prowincjonalnym postrzeganiu, są to po prostu prywatne folwarki pewnych grup interesu. Nie istnieje coś takiego jak penetracja sztuki na prowincji. Owszem są tam przyczółki, realizują program centrum. Jeśli są zakupy, to kupuje się do lokalnych kolekcji "artystów oficjalnych". Może to i właściwa strategia, będziemy mieli u siebie to, co najważniejsze, ale muszę mieć pewność, że to jest najważniejsze.

http://www.dlaslaska.pl/default.aspx?docId=115

Tak się składa, że na Górnym Śląsku jest kawał dobrego malarstwa. Czy ktoś o tym słyszał, czy zna artystów? Nie, a dlaczego nie? Bo GCK realizuje program CSW ZUJ, a nie własny.

Czy AR wymienia ich w swojej książce? Jednego, wcale nie najważniejszego malarza.

Czy sztuka współczesna to wyłącznie nowe media? Nie, choć przyznaję te stare śpią. Nie proponują nic nowego. Sztuki Piękne są uciśnione, a krytyka straciła je z oczu. No to walczę ;-)

Bruner

Nazwiska! kontakty! Adresy!

głos z prowincji

Jacek Rykała Ireneusz Walczak

Janusz Karbowniczek

Roman Maciuszkiewicz

Zbigniew Blukacz

i inni

ASP nadal zdominowana jest przez mężczyzn. Temat kobiet podejmę innym razem.

Gość Niedzielny

und Grupa Janowska ....

Anonimowy

Symetrii nie ma i długo nie będzie (jeśli w ogóle). Przed laty Cybis mawiał: "nie ma farb, nie ma płótna, nie ma kontaktów, a spodziewają się, że lada moment wybuchnie w Polsce wielkie malarstwo". Teraz wprawdzie są farby, płótno, i jakby nie patrzyć jest malarstwo, ale SYMETRII IDEI malarstwa nie ma. Często słychać: nie chcecie nowych mediów, Sasnala i całej reszty, którą chcą Szymczyk z Budakiem, to pokażcie, zaproponujcie coś z własnego rozdania. No i właśnie z tym jest problem, a będzie coraz większy. Sam się łapię na tym, że niewiele jest "towaru", który z czystym sumieniem można zaproponować w kontrze. Bo żeby powstało coś wyraźnego, co weźmie "w odstawkę" "robione" sukcesy, potrzebny jest ten ruch w interesie, który mają Sasnale. Kogo stać na to, żeby w absolutnej ciszy, bez jakiegokolwiek zainteresowania no i chojnego odbioru, robić dzisiaj dużo, ze szwungiem i ryzykiem w dość kosztownym temacie, jakim jest poważne malarstwo

Bezan

Sorry nie podpisałem powyższego

Głos z prowincji

Dokładnie tak.

Głos z prowincji

Żeby nie było złudzeń, tej symetrii nie ma nie tylko dlatego, że „towaru” jest niewiele. Kiedy propozycja (towar) wychodzi z naszej strony (nowe media, ważny problem, oryginalny podejście – w opinii widzów i krytyków, którzy jakiś cudem zatrzymali na chwilę swój wzrok na tej propozycji) nie jest w ogóle rozważana. Ani przez galerie (ważne), ani przez najgłośniej domagających się wolności wypowiedzi animatorów czy artystów (dostali „pakiet” do rąk własnych – Krytyka Polityczna, Raster, GCK, Szyb Wilson, pewien krytyk, Ośka (jestem kobietą), CSF i wielu innych, jest wirtualny katalog), ani przez media. Też dostały „pakiet”.

Dziś media idą na „skandal” a poza tym to już nie są wolne media jak dawniej, tylko firmy, które produkują i sprzedają towar, informację. Taniej jest wyprodukować, w świecie nie dzieje się tak znowu wiele, media nie mają o czym pisać, więc produkują taki towar, jaki najłatwiej sprzedać. Rzeczywistość jest nudna, a sztuka jeszcze bardziej więc albo „kupisz” zainteresowanie mediów, albo zrobisz „ewent”, a jak chcesz bez skandalu i na serio, nie masz szans. Media muszą się sprzedawać. To jednak realia, w których poruszamy się wszyscy, tylko niektórzy mają wsparcie (dotacje) i jest „ruch”.

Mówią, jak piszesz: „nie chcecie nowych mediów, Sasnala i całej reszty, którą chcą Szymczyk z Budakiem, to pokażcie, zaproponujcie coś z własnego rozdania” bo wiedzą, że bez ruchu nic się nie da, a powinni powiedzieć „ damy wam środki, pokażcie czy/co potraficie”. Nie zrobią tak, bo te środki to np. zaproszenie do wystawy we wspomnianych galeriach kogoś z zewnątrz (czyli mniej środków dla „swoich”) i nadanie temu wydarzeniu rangi jaką nadaje się innym propozycjom tych instytucji. Bo zdarza się oczywiście, że ktoś „spoza” jest tam wystawiony, ale wtedy wokół cisza grobowa.

Kapitan Hak

"(artyści klasycznych dyscyplin sztuki) i artyści nowych dyscyplin i postaw), wynika z tego, że tych pierwszych pozbawiono rangi i prawa głosu, tym drugim przyznano koncesję na rację. "

Święta prawda. Znałem nawet takich, którzy żeby zistnieć udawali, że nie umieją malować... Groteska ale prawdziwa.

Valerie Solanas

"Może malarstwo nie jest dyscypliną przyszłości." Nie rozumiem. Przecież od dosyć dawna nic innego nie czytam i nie słyszę jak tylko: "malarstwo rodzi się z popiołów zapomnienia", "malarstwo nie jest już sztuką umarłą" itd. 80 % tego blogu jest poświęcone malarstwu. Wszyscy wkoło malują jak nakręceni. Proszę też pamiętać, każda sztuka była kiedyś współczesna.

Tak. Właśnie chodzi o ryzyko. Jeśli artysta go nie podejmie bez względu na panujące "koterie" i zagrożenie niepowodzeniem, "towar" nie będzie wyprodukowany. Chodzi o to, żeby tworzyć nie licząc na nic, bo to mi trochę przypomina polski katolicyzm: "chodzę do kościoła, bo chcę pójść do nieba i nie bardzo chce mi się stosować do zasady miłości bliźniego".

Malarstwo jest kosztowne, to prawda i to jest jedno z największych wyzwań. Jeśli artysta nie przeskoczy swojej obsesji "nagrody w niebie" i nie zacznie podejmować tych wyzwań bez względu na wszystko, nie będzie artystą "wystarczającym". Rembrandt stworzył swoje najciekawsze dzieła właśnie wtedy, gdy byl zmuszony mieszkać w zatęchłej piwnicy. Wielka sztuka często rodzi się z ograniczeń.

Poza tym ze Śląska blisko jest do Krakowa. Tam dzieje się sporo ciekawych rzeczy. Czasy Janków Muzykantów minęły. PKP wciąż funkcjonuje. Może Pani pojechać tu i tam na otwarcie. Wręczyć kilka uotek, zainteresować kogoś swoim punktem widzenia, po przyjacielsku, bez nacisków. Każdy może uczestniczyć w dyskusji, ale przecież nie można jej ograniczyć do wypowiadania żali na blogach.

Zly Głupi i Brzydki

Nie może, bo jest psorem na Akademii i nie wypada...

Bezan

Odkąd pamiętam, krytyki potrafiącej do sensu coś z siebie wygenerować o TREŚCI malarstwa czy malowania saute, a nie o TEMATACH malarstwa, psychologii malarstwa czy systemach filozoficznych przy okazji malarstwa, było i jest rozpaczliwie mało. Wprawdzie nie decyduje, ale sprzyja temu fakt, że krytycy z reguły rekrutują się z grona niedoszłych, a czasem nieudanych artystów. Oni po prostu nie praktykując twórczości, nie przeczuwają co jest jej rzeczywistą wartością. Świetnie natomiast poruszają się w strategiach, taktykach, etykietkach, koniunkturach i TEMATACH. (Mimo, że Witkiewicz płuca wypluł tłumacząc, że obraz z głową kapusty może być bardziej brzemienny w malarskie TREŚCI niż obraz z głową Chrystusa), tu stale się strzępi języki i łamie pióra o Rewolucjach 68, Holocauście, nazizmie etc. etc. I TO JEST KLINICZNY PRZYKŁAD BRAKU ZAUFANIA DO NATURY i ROLI SAMEJ TWÓRCZOŚCI. No, może i ładny obrazek -mówią-, ale O NICZYM. Przypomina mi to głosowania w obecnych samorządach: Rury kanalizacyjne i inne ważne TEMATY, zawsze wykolegują kulturę. Aż chciałoby się zacytować odpowiedź Cezanne'a, której udzielił na pytanie: co robił w czasie wojny?

Anonimowy

Inwestuję od blisko 30 lat. I właśnie mówię dosyć! Musi być jakaś gwarancja zwrotu, jeśli nie w formie materialnej, to odrobina szacunku dla tego co robię (nie ze strony odbiorcy, on ma prawo mnie odrzucać). Domagam się szacunku ze strony moich kolegów artystów. Może zawsze tak było, że ci co na górze deptali tych co na dole, w końcu Salon Odrzuconych, chyba właśnie taki ma rodowód. A może to nie artyści „odrzucali”, ale mecenasi. Nie wiem, wiem, że profesjonalista powinien umieć odróżnić kicz od klasyki, komercję od twórczości. Jeśli nie umie, nie jest profesjonalistą, więc niesłusznie jest „na górze”. No chyba, że zgodzimy się, że o tym kto na górę, kto na dół, decydują przy zielonym stoliku- decydenci. Ale wtedy to jest ruletka.

Ulotki - to robiłam 20 lat temu. Co się zmieniło od tego czasu - mamy internet ;-) I nieźle sobie radzę. To narzędzie pozwala mi na niezależność od galerii, na obniżenie kosztów itp, ma jedną wadę: malarstwo (moje malarstwo) w Internecie i na zdjęciach traci, to nie jest to. Tak czy inaczej, jest to mój kanał komunikacji z odbiorcą i mam nadzieję w niedługiej przyszłości z krytyką.

Problem krytyką jest jednak taki sam jak z księdzem: masz wysłuchać kazania, ale nie waż się odzywać. Jeśli już coś powiesz to szeptem (w konfesjonale) i wtedy trzeba wyrazić skruchę, odpokutować grzeszne myśli i uczynki. A potem ksiądz w kazaniu pogrozi ci palcem, powie jak masz postępować, co jest dobre a co złe, a ty masz milczeć i słuchać i stosować się.

Pan Jakub (i wszyscy inni, Tomek Kozak nie jest krytykiem) najwyraźniej stosuje taką taktykę. Mówi co jest (jego zdaniem) dobre co złe, nie ma wątpliwości, jest pewien swego. Ignoruje nasze wątpliwości, nie dopowiada, nie odpowiada, nie rozwija myśli "wszystko zostało powiedziane". Nie wszystko.

To był

Głos z prowincji :)

Bezan

Wielu Krytykantów nie ma wątpliwości, bo nie musi ich mieć. Przecież omawia zjawiska już urzeczywistnione wystawami w ZUJ-u, w Johnen u. Schuettle, w Hauser & Wirth. Niczym nie ryzykuje i zawsze może powiedzieć: chyba na świecie się nie pomylili, skoro w to inwestują. Dochodzimy do sedna: możliwość wystawiania pod dobrym adresem to kolekcjonowanie najlepszego alibi dla swojej twórczości. Kto takiemu podskoczy, co to po obu stronach oceanu, na Documenta lubo w Venice? Jakiś -za przeproszeniem internauta, czy inny, który miał wystawkę we Pcimiu? Dlatego kluczowym było w kształtującym się rynku opanowanie suto dotowanych instytucji. My -odważnie- zrobimy wystawę za pieniądze podatnika np. Andresowi Serrano (walniemy mohera w beret), a w rewanżu np. Adrian Searle (the Guardian, Frieze Found.) zaproponuje np. Sasnala do londyńskiej Sadie Coles HQ, gdzie z kolei zobaczy Willego Saatchi, albo Anton Kern i ...poszło po betonie.

Tak to raczej, szanowna Pani ze Śląska, wygląda. Obawiam się, że prośby o odpowiedź na nic się tu zdadzą.

Krytykant

znowu Pan insynuuje. następne takie posty kasuję.

Gość Niedzielny

w ramach obrony wolności słowa jak i też Bezana zezwalam na skasowanie tego posta....

i podobnie jak zamalowano moje grafitii ,które za komuny malowałem nie będę miał o to żalu.... ;)

Wahrheit macht frei....

Głos z prowincji

Panie Jakubie, nie rozumiem Pana oburzenia. Słowo „Krytykanci” jest tu użyte jako nazwa zbioru „krytycy sztuki”. Jeśli jednak bierze Pan uwagi Beazana do siebie, to przychodzą mi na myśl nożyce i stół. Wielokrotnie mógł się Pan odnieść do naszych zarzutów, i nie zrobił Pan tego. My komentujący patrzymy na sytuację z różnych miejsc, jak mi się wydaje jesteśmy starzy i młodzi i wszyscy widzimy podobny obraz. Czy wszyscy Pana zdaniem mamy halucynacje, wszyscy jesteśmy sfrustrowanymi nieudacznikami? Jeśli tak Pan o nas myśli, to nie mamy o czym rozmawiać. Może jednak zanim nas Pan oceni, należałoby dać nam (i sobie) szansę.

Wygląda na to, że nie rozumie Pan jaką wartością jest ta tu dyskusja. To świetny materiał do pracy krytycznej, a Pan grozi kasowaniem wpisu zamiast spojrzeć prawdzie w oczy. Jeśli nie ma Pan sobie nic do zarzucenia, dostrzeżemy to i docenimy, ale zanim to się stanie musimy zacząć rozmawiać. Na razie czujemy się pouczani (przez krytykę, kuratorów, animatorów, artystów). Ja tak się czuję.

Stawiamy zarzuty, jesteśmy surowi, zdaję sobie sprawę z tego, że prawda jest jak zawsze pośrodku. Pan chyba nie bierze pod uwagę takiej możliwości. My udostępniamy Panu nasz punkt widzenia, czy tak trudno go odwzajemnić własnym. Zdaję sobie sprawę z trudnej pozycji krytyka sztuki w ogóle, a w Polsce w szczególności. Nie krytykujemy konkretnie Pana, mówimy o sytuacji, która nie jest taka jaka powinna być. Nie jesteśmy znawcami historii sztuki, być może uczestniczymy w typowych procesach. Proszę nam to przedstawić w kontekście innych czasów, innych miejsc. Proszę nam opisać mechanizmy, które naprawdę tym rządzą w Polsce, w świecie.

Obawiam się, że to będzie niemożliwe, bo musiałby Pan nazwać pewne rzeczy po imieniu. Niewielu ludzi może sobie pozwolić na to, my także nie możemy. Występujemy tu anonimowo, dlatego jest nam łatwiej. Mimo to proszę spróbować opisać własne stanowisko, lub przedstawić kontrargumenty. Nie musi Pan komentować naszych postów, ale powinien Pan odpowiedzieć tekstem i wziąć udział w dyskusji jaką zainicjuje. Proszę to rozważyć.To będzie i mądre i uczciwe.

Anonimowy

Każdy ma taką samą drogę do "sukcesu". Nie rozumiem tego swoistego rozdziału "MY kontra WY". Skoro macie Państwo coś do zaproponowania i jest to ciekawe - zaproponujcie. Wszyscy starają się pracować tak jak potrafią, a Państwo widzą w tym wszystkim jakieś grupy wzajemnych adoracji i konspirację przeciwko Pcimiom. Sam chętnie wybrałbym się na ciekawą wystawę w Pcimiu gdyby takowa miała miejsce..

Każdy w swojej drodze twórczej jest osamotniony i pełen wątpliwości i niestety nie każdy doświadczy "nieba". Tak już niesety jest. Życzę dużo samozaparcia i oryginalnych pomysłów na "zaistnienie". Twórczość to nie tylko" inwestowanie". Nie można życiu wystawiać rachunków.

Krytykant

Sz. Pani,

miałem juz sobie darować, ale łatwo mnie sprowokować ;-)

Po pierwsze, polecam lekturę tekstów nr. 73 i 87 z niniejszej strony (nawet przypomnienie ich sobie).

Po drugie, używając ogólników i dość znacznie rozciągając swoje wypowiedzi, jest Pani przeciwskuteczna, a wygląda to jak żalenie się. Cóż, z tej mąki chleba raczej nie będzie. Dlaczego?

Ponieważ - i tu po trzecie - krytyka wątła, a projektu brak, by zacytować jeszcze raz M. Gdulę. Jak mamy docenić, skoro nawet nie podpisuje się Pani z nazwiska i nie pokazuje swoich prac (czy Bezan jest artystą? Nie wiem, bo i skąd).

Ale problem jest chyba szerszy. Otóż Pani i Bezan to reprezentanci określonego - jak sądzę - odłamu polskiej sceny artystycznej. Może nawet liderzy, kto wie? Wszak Pani pisze w imieniu Sztuki i Uciśnionych! (ciężko jednak być anonimowym liderem, no może poza Subcomandante). Nie ironizuję. Myślę, że gdyby napisali Państwo jakieś 150 dobrych tekstów - a nie te insynuacje i potwornie prymitywne tyrady - np. na jakimś nowym blogu, to szybko zogniskowaliby Państwo emocje owego "Salonu Odrzuconych". A następnie, kto wie, fundacje, galerie, może portal? Nie ironizuję. Jest tylko jedno "ale" - z Państwa tekstów wynika, że chcieliby, aby "Salon" (użyjmy tez nazwy roboczo) odwrócił głowę w Państwa stronę, a następnie przygarnął do piersi. Jeździł, oglądał, recenzował. Ejże... Ten zły Salon, niemoralny i koniunkturalny? Oraz obsypywany stekiem wyzwisk przez Bezana etc. Niestety, tak się nie da. Proszę nie wymagać od schabowego, by był buraczkami, a oszczędzi to Państwu wielu frustracji. Miłośnicy nielubianej przez Państwa sztuki nie polubią Waszej i vice versa.

Więc proszę spróbować wykreować nowy, obiecuję, że nie będę kasować linków reklamujących Państwa blog (do czego to doszło, muszę mówić zbuntowanym klasycystom jak obalić system - czyż nie jest to probierzem Państwa skuteczności...?). Natomiast będę kasować wygibasy Bezana, jeśli będzie insynuował. A jeśli nie, to Jego sprawa - przecież to, co robi tu co 15 komentarzy, to już jedynie smutny, kompletnie jałowy intelektualnie rytuał.

Oto moja wypowiedź. :-)

pozdrawiam,

Kuba

Kapitan Hak

Panie Jakubie, to ma sens! Czas by klasycy zwarli szeregi.

Mam dość zbliżone odczucia jak Głos z prowincji, Tomasz Wilmowski, często Bezan. Jako plastyk szanujący warsztat i narrację czuję pewne wrażenie odrzucenia, a na pewno braku szacunku ze strony środowisk "awangardowych". I oczywiście rozumiem, że każdemu może podobać się co innego, że nikt nie ma obowiązku zachwycać się moją pracą, ale nie mogę jakoś pogodzić się z faktem, że jako artysta jestem szanowany mniej tylko dlatego że tworzę w niemodnej dziś stylistyce. A wydawałoby się, że największą zdobyczą sztuki współczesnej jest swoboda wyboru sposobu wypowiedzi artystycznej...

Korzystam z tej wolności i wybieram najbardziej odpowadającą mi stylistykę. Mam do tego prawo jako artysta i również jest to sztuka współczesna!

Pański blog, a raczej dyskusje na mim, pokazały mi, że nie jestem osamotniony. I za to dziękuję, panie Kubo.

(Chm... Może więc nie trzeba tworzyć nowego bloga "bastionu klasyków", może mimowolnie staje się nim Krytykant.pl?) - żarcik

Anonimowy

moim skromnym zdaniem powinno się w polsce zamknąć wszystkie Asp bo to nic więcej jak przechowalnia odludków którzy powinni iść się leczyć do terapeutów swoich ,psycholgów i psychiatrów a robią takie bazgroły że patrzeć na to nie można np. kto w warszawie czy poznaniu na Asp umie malować ,same beztalencia ,rysunki na korytarzach jak z przedszkola a poziom kadry jak w piłce nożnej polskiej

Głos z prowincji

Do Anonimowego. Muszę cytować, bo jest bardzo anonimowy.

„Każdy ma taką samą drogę do "sukcesu". „

- to pozory, każdy staruje z innej szuflady, nie tylko w sztuce i nic nie pomoże „dobra jakość” jeśli inne szuflady zamknięto na kłódkę.

„Nie rozumiem tego swoistego rozdziału "MY kontra WY".

- Proszę czytać wypowiedzi artystów „topowych” ich promotorów i mecenasów. To nie ja inicjuję ten podział, ja go nie dostrzegam i unaoczniam.

„Skoro macie Państwo coś do zaproponowania i jest to ciekawe - zaproponujcie.”

- Sęk w tym, że proponujemy, niestety sztuka (każda) potrzebuje wsparcia, aby przebić się przez szum medialny. Suma dotacji przez blisko 30 lat mojej twórczości to 5000 zł. (foldery) + rok stypendium MKiS.

Za takie środki, można pokazać język, a nie prace, które najpierw trzeba było wykonać (za własne pieniądze, rezygnując z zarabiania pieniędzy). Mimo to przygotowałam kilkadziesiąt wystaw indywidualnych. Prace wystawowe są „uziemione” na długi czas. Ktoś musiał mnie utrzymywać żeby to było możliwe. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że jest taki ktoś, nie wszyscy mają tak dobrze. Jasne, to świadomy wybór, ale jakieś małe wsparcie, albo małe światełko nie zaszkodziłoby. Mam na myśli rozwiązania systemowe a nie dotacje dla konkretnej osoby, bo tu zawsze będą „spiski”.

„Wszyscy starają się pracować tak jak potrafią, a Państwo widzą w tym wszystkim jakieś grupy wzajemnych adoracji i konspirację przeciwko Pcimiom. Sam chętnie wybrałbym się na ciekawą wystawę w Pcimiu gdyby takowa miała miejsce.”

- Zapewniam, że kiedyś sporo działo się w Pcimiach, teraz już prawie nic. Od kiedy wizerunek wynika z grubości portfela, politycy chodzą na mecze i bankiety organizowane, przez biznes. Gmin nie stać na drogi, sztuka jest ostatnią z potrzeb. Nie ma systemu, który „pchałby w górę talenty” na prowincji. Jeśli ktoś studiował w Warszawie czy Poznaniu ma szansę zaistnieć (pod warunkiem, że był w Kowalni IMHO). I zwykle to musi być mocny debiut, a nie dorobek. Dorobku nikt nie ocenia, liczy się medialność. Niestety dorobek, to świadectwo dojrzałości artystycznej nie jest medialny. Wymienieni przez mnie śląscy artyści są dojrzali, mają własny język i naprawdę imponujący dorobek. Wymieniam tych, a nie innych (zapewniam to nie są moi kumple), bo pod ich twórczością mogłabym podpisać się sama. Dlaczego nikt ich nie zna? Mają ważne wystawy, nagrody, są profesorami. Nie twierdzę, że pasują na czołówki gazet, ale rzeczowa analiza polskiej sztuki powinna ich dostrzegać (np. wspominania AR, Sztuka w Polsce 1945 – 2005). Nie dostrzega, czy li to co nazywa rzeczową analizą jest brandingiem.

„Każdy w swojej drodze twórczej jest osamotniony i pełen wątpliwości i niestety nie każdy doświadczy "nieba". Tak już niestety jest.”

- Racja, ale nie dla nieba wybrałam ten zawód, a dla osobistej twórczej satysfakcji. Wielokrotnie mogłam pójść inną drogą, jednak lubię tworzyć (nie znaczy wcale, że przez twórczość rozumiem wyłącznie malarstwo). Powinnam mieć wątpliwości twórcze, a nie natury ekonomicznej czy marketingowej.

„Życzę dużo samozaparcia i oryginalnych pomysłów na "zaistnienie". Twórczość to nie tylko" inwestowanie". Nie można życiu wystawiać rachunków.

- dziękuję, pomysłów mam dużo, za dużo, a „kiedy masz za dużo pomysłów, to nie ty masz pomysły, ale one mają ciebie”. To mnie więcej mój problem.

Twórczość to inwestowanie. Dokonujmy wyboru. Własny potencjał (czas, energię, pieniądze, które możemy zarobić) inwestujmy w sztukę. Nieprzyzwoicie bogaci nie odbieramy innym, bo proszę pamiętać każdy wybór skutkuje dla bliskich. Kupujemy płótna, zamiast czegoś innego, kupujmy farby, podobnie. Nie należy wystawiać rachunków, należy być świadomym ponoszonych kosztów.

„Zaistnienie” nie jest celem, artysty, ale koniecznością, bo jak powiedział Picasso tylko ta twórczość, która „zaistnieje” przejdzie do historii. Ponosząc tak duże koszty musimy wiedzieć, co z tego wyniknie, jeśli nie dla nas, czy naszych najbliższych, to dla innych, inaczej trwonimy czas, albo nie jest sztuką to, co tak nazywamy. Sztuka nie powstaje do szuflady, jest interakcją i wymaga reakcji odbiorcy. Jest odkrywaniem i formułowaniem własnych teorii, i one powinny być weryfikowane nie tylko przez widza, ale i przez krytykę. Jeśli ta nie raczy przyjrzeć się pracom innym niż „oficjalne” nie mamy informacji zwrotnej. Łatwo wtedy zabrnąć w ślepą uliczkę osobistych preferencji. Każdy może się mylić, i nie to jest złe, że się myli, ale, że nie ma jak się o tym dowiedzieć. Rolą krytyki artystycznej jest obserwować wszystko co się dzieje na terytorium sztuki, analizować tendencje, dostrzegać trendy, porównywać i weryfikować. Krytyka nie jest korespondencją z Zachęty czy CSW ZUJ.

W tekście „W zderzeniu z rynkiem krytyk traci zęby” Jakub przytacza opinię Heartney:

„(…) niegdyś o coś chodziło, życie intelektualne było krwiste, toczyły się zapiekłe spory, a publiczność obchodziło coś więcej, niż tylko czcza relacja. Dziś krytyk jest jak bramkarz w klubie: decyduje kogo wpuścić na

Głos z p..

cd

W tekście „W zderzeniu z rynkiem krytyk traci zęby” Jakub przytacza opinię Heartney:

„(…) niegdyś o coś chodziło, życie intelektualne było krwiste, toczyły się zapiekłe spory, a publiczność obchodziło coś więcej, niż tylko czcza relacja. Dziś krytyk jest jak bramkarz w klubie: decyduje kogo wpuścić na globalny rynek.”

Odbiorca jest zajęty doczesnością i o wiele atrakcyjniejszą popkulturą i muszą powstać mechanizmy, które angażują jego uwagę na sztukę inną niż popularna. A jeśli są takie mechanizmy, powinny służyć różnym propozycjom, jeśli finansowane są z publicznych środków. Prywatna fundacja może robić co chce, ale instytucja publiczna powinna dawać szansę każdemu. Nie mówię tu o osobach, a o konwencjach, poglądach itp. W tej chwili mamy system „monopartyjny” i opór przed „wolnymi wyborami”. A „(…) krytyk jest jak bramkarz w klubie: decyduje kogo wpuścić na globalny rynek.”

Głos z prowincji

Do JB:

Jeśli chodzi o prowokację. Proszę policzyć ile razy się Pan odezwał. To w końcu jest Pana blog, Pana tekst, Pana pasztet i Pan powinien uczestniczyć w naszej rozmowie, a nie zmuszać nas do prowokacji.

Nie czyta Pan intencji moich wypowiedzi, przypisuje przekonania, których nie mam. Chodzi mi o działania strukturalne, które pozwalają dostrzec talent i dorobek poza Warszawą i jej przyczółkami na prowincji. Moje opinie choć odwołują się do moich doświadczeń dotyczą zasady. Nie potrzebuję uznania większego niż posiadam. Daję sobie radę. Uważam, że potrzebny jest dobry mechanizm promujący jakość, aby artyści ścigali się tworząc, a nie licząc jedynie na farta.

Nie wiem czy ja i Bezan myślimy tak samo. Dostrzegamy podobne problemy, ale być może mamy inne cele. Mnie chodzi o to, aby na terenie sztuki (dotowanej) było miejsce na Sasnalaowe, Bezanowe, Krasnalowe i jeszcze inne odłamy. Pan suponuje, że chcemy skupić uwagę widza na sobie.

JB: „Myślę, że gdyby napisali Państwo jakieś 150 dobrych tekstów - a nie te insynuacje i potwornie prymitywne tyrady - np. na jakimś nowym blogu, to szybko zogniskowaliby Państwo emocje owego "Salonu Odrzuconych".

Może gdyby namalował Pan kilkaset obrazów, zrobił kilkadziesiąt wystaw rozumiałby Pan, o czym mówię.

JB: „A następnie, kto wie, fundacje, galerie, może portal? „

Jestem artystką, nie działaczką, galerniczą, webmasterką czy blogerką. Rozmawiam z Panem, bo wydawało mi się, że należy rozmawiać z tymi, którzy są kompetentni.

JB: „Miłośnicy nielubianej przez Państwa sztuki nie polubią Waszej i vice versa.”

Zakłada Pan, że nie lubimy tej sztuki. To błędne założenie. Ja nie lubię być wykluczona. Cenię każdą dobrą sztukę, bez względu na konwencję. Zabierałam moją córkę na każdą wystawę, na Warhola i Tarasewicza, na Szare w kolorze, Dudę –Gracza, na Kozyrę i Maśluszczaka. Chciałam zabrać na Kuspita (ale to za daleko, 3 dni i 1000zł). Teraz ona jest świetnie przygotowanym odbiorcą sztuki współczesnej, a Tarasewicz mówi jej, że ja oszukuję odbiorcę.

JB: „Więc proszę spróbować wykreować nowy, obiecuję, że nie będę kasować linków reklamujących Państwa blog (do czego to doszło, muszę mówić zbuntowanym klasycystom jak obalić system - czyż nie jest to probierzem Państwa skuteczności...?).”

Jest Pan zarozumiały i niegrzeczny. Zakłada Pan, że tego nie wiem, że nie mam bloga, że nie jest popularny, że jestem klasykiem i to zbuntowanym… mnóstwo błędnych założeń.

Myślę, że Pan zbyt osobiście traktuje nasze (Bezana) wypowiedzi. Proszę przestać skupiać się na sobie i otworzyć się na problemy, o których mówimy. Mówimy o sytuacji, a nie o Panu.

Głos z prowincji

Do Kapitana Haka

"(…) rozumiem, że każdemu może podobać się co innego, że nikt nie ma obowiązku zachwycać się moją pracą, ale nie mogę jakoś pogodzić się z faktem, że jako artysta jestem szanowany mniej tylko dlatego że tworzę w niemodnej dziś stylistyce. A wydawałoby się, że największą zdobyczą sztuki współczesnej jest swoboda wyboru sposobu wypowiedzi artystycznej... Korzystam z tej wolności i wybieram najbardziej odpowiadającą mi stylistykę. Mam do tego prawo jako artysta i również jest to sztuka współczesna! "

Publiczne środki powinny wspierać wszystkie opcje. (Tak jak w Sejmie). To się nazywa demokracja. Siła partii wynika z głosowania. Rządząca partia ma lepszy dostęp do mediów, ale ustawa dba o równe prawa innych partii. Kiedy dostęp do mediów za publiczne pieniądze ma jedna partia, protestujemy. W sztuce jakoś nam to nie przeszkadza. (Demokratyczny dostęp do mediów (dotacji) dla różnych opcji nie oznacza demokracji w ocenie jakości artystycznej.

Anonimowy

:P

Bartek Otocki

do wszystkich, którzy się żalą:

czyż nie jest paradoksem że wypłakujecie się tutaj w rękaw "postępowemu Krytykowi z warszawskiego układu", chlipiąc jak to nikt was nie dostrzega, nie odwiedza, nie promuje a nie stać was (Bezan, Głos z prowincji, T. Wilmowski - zakładam że to z powieści Szklarskiego, Kapitan Hak) na to żeby się podpisać imieniem i nazwiskiem? Tak trudno sobie zrobić internetowe portfoilio? Pokażcie co robicie bo zaczynacie przypominać niektórych moich kolegów wykładowców z ASP, którzy biadolą dokładnie tak samo tylko obrazki mają jak pomieszanie Joanny Sarapaty z Hanną Bakułą... i są wiecznie zdziwieni że nikogo to już nie obchodzi.

Anonimowy

Też chętnie zobaczę.Jestem bardzo ciekaw.

Głos z prowincji

Nie czytacie ze zrozumieniem.

Ktoś powyżej miał rację, szkoda naszego czasu i energii.

Tu nas nie potrzebują, mimo to jestem wdzięczna Krytykantowi, te dyskusje są namacalnym dowodem na to, co naprawdę mogą osoby, o odmiennych poglądach. Szkoda, miałam nadzieję, że jednak to będzie rozmowa partnerów.

Mimo to cieszę się. Nie jestem sama. Jeszcze się pewnie gdzieś spotkamy.

Pozdrawiam.

Ps. Kto jest ciekaw, niech się uważnie rozgląda. To się już dzieje.

Bartek Otocki

"tu nas nie potrzebują". Czyli jednak jacyś "my". Tylko jak ocenić "onych" gdy nie widomo kim "oni" są? Odwagi. Jestem szczerze zainteresowany bo część poglądów Bezana czy Wilmowskiego jest mi bliska. Ta racjonalna część.

Bezan

Odrobna inteligencji i intuicji i będzie jasne kto to Bezan, a kto Głos z Prowincji. Pan Otocki musi jednak zrozumieć, że anonimowość -póki co- służy a nie szkodzi tym tutaj wpisom.

Pisząc posty, przez głowę mi nie przechodzi, by się tu żalić. Dzieci drogie, przedstawię się Wam opisowo i niech to zabrzmi możliwie nieskromnie. Otóż:

1. Miałem swoje parę minut w niezłych galeriach zachodnich, artykuły w najlepszych polskich i zach. pismach, tkwiłem w czołówkach naszych list rankingowych (nawet przed swoim majstrem) i najlepszych targach (np. wisząc w Bazylei na jednym ekranie z Auerbachem i Giacomettim. Jest "u ludzi" kilkaset moich prac. Cały czas utrzymuję się z malarstwa, a z nadwyżek kupuję i remontuję zabytki, wydawałem pismo (coś około 150 tekstów, z tym, że nie wiem czy dobrych), solidne albumy o sztuce, w ramach założonej fundacji od 1994 r. promuję zdolne plastycznie dzieci, funduję im obiady, wysyłam na kolonie-plenery . Moje biblioteki liczą kilkadziesiąt tysięcy woluminów, mam kilka pracowni, kasę na farby i płótno w ilościach przemysłowych. Nie dałbym rady zjeść siedmiu kolacji tylko -jak dotychczas jedną. Pisząc tu więc, nie myślę o pomnażaniu czegokolwiek dla siebie. Założenie mam nader skromne: Przekazać swoje głębokie przekonanie oparte na przytaczanych przykładach, że sukces YPA w najmniejszym stopniu nie opiera się na proponowanej jakości tylko na bardzo -w grucie rzeczy- przejrzystym układzie sił i inicjującej kasie podatnika.

zdolne dziecko

Czy mukby mi pan dac troche farp?

Anonimowy

drogi Bez an

ja też żyję z malarstwa ,wykładałem w Berlinie i New Yorku i bałem udział w targach w B ale się tym nie chwalę .to miejsce dla studentów wyładowujących swoją agresję i nudę po kiłowatych zajęciach na asp;ie a nie mających co robić z czasem..to nie miejsce dla nas .good night

Krytykant

Bezan:

1. Proszę wymienić najbardziej wpływową 15-tkę z tych "osób". Lista, bez komentarzy.

2. Czy te osoby - które zakłaają fundacje, inicjuja artystyczne trendy dzięki publicznym pieniądzom, mają przedstawicieli w mediach - robią to celowo? Tzn. czy wiedza, że sztuka, którą propunują jest zła, ale można ją sprzedać? Innymi słowy, czy są świadomi mechanizmów, które Pan od jakiegoś czasu tu opisuje (ten do fundacji, ta w gazecie, ten na targach - a sztuka, która firmujemy to chała).

t.kozak

Dwa pytania do Bezana:

1. Co Pana zdaniem sprawiło, ze te Pańskie kilka minut w "niezłych zachodnich galeriach" to już przeszłość?

2. Czy przypadkiem nie uniwersalizuje Pan swojego negatywnego doświadczenia z zachodnim rynkiem sztuki? Innymi słowy, czy jest Pan pewiem, że to, czego Pan INDYWIDUALNIE doświadczył było kontaktem z POWSZECHNIE obowiązującym Prawem?

Pozdrawiam

Bezan

Do zdolne dziecko: Nie dam Ci farp, bo mam tylko farby. Sorry

Do Anonimowego: Nie chwalę się, tylko co nieco orientuję adwersarzy. Gdybym się rzeczywiście pochwalił do końca, to tak jakbym się podpisał imieniem i nazwiskiem, a anonimowość - jak napisałem służy tutaj a nie szkodzi.

Do Krytykanta: Mój ostatni post był wynikiem obaw, że utwierdzi się Pan w przekonaniu, iż piszą do niego łzawi zazdrośnicy, którym się nic nie udało.

Nie wiem o jakiej 15 Pan mówi. Ja wiem natomiast (i domyślam się powodów) kto karty rozdaje i część nazwisk rozdających, padała na Pana blogu wielokrotnie (zob. Too many artists). Układ ukonstytułował się ostatecznie, gdy część obecnie rozdających nie mogła wedrzeć się do starej sieci galeryjno targowej, a wycofano się z imprez typu Aperto.(m.in. mówi o tym A. Budak w ost. Arteonie). Czyli do starego "towaru" nie było dostępu, a nowego i "naszego" nie było gdzie i jak pokazać. Stopniowo "podekowano" więc w zachodnich instytucjach dotowanych zastępy "swoich" (ojcami przedsięwzięcia N. Serota, D. Birnbaum, H.U.Obrist), ponominowano krajowych emisariuszy (w Polsce Szymczyk, Budak, gdzieś dookoła M. Lewandowska, M. Ślizińska) plus współpracujące dotowane instytucje krajowe (w Polsce ZUJ, Zachęta, potem Bunkier Sztuki i sieć pomniejszych typu BWA ZG). Patronuje temu i dotuje dodatkowo Deutsche Bank, a wymiany artystów wypromowanych za pieniądze podatnika odbywają się z siecią prywatnych galerii. Mózgiem z najważniejszym przepływem płynów ustrojowych tej konstrukcji jest Frieze Foundation, powiązana personalnie także z pismami pozabranżowymi, ale jak najbardziej uczestniczącymi w ferowaniu wyroków (Financial Times, a zwłaszcza The Guardian (100 najbardziej wpływowych etc) - redaktorzy są w składzie Frieze Foundation).

Czy uczestnicy tej zabawy w Polsce zdają sobie z tego sprawę? Najważniejsi, bezwzględnie wiedzą gdzie stoją konfitury, ale jest grupa działająca "na korzyść" ale bez wiedzy. Jak Pan wyrazi ochotę rozwinę szczegóły. Pozdrawiam.

Anonimowy

Do P. Tomka Kozaka: To, że jest to przeszłość (choć nie mówimy ostatniego słowa) sprawili miejscowi macherzy z -oczywiście- dotowanych instytucji. W tym samym czasie, gdy docierały do mnie hurtem (sorry za nieskromność) prywatne galerie, bo ceniły i chciały (ryzykowały własne pieniądze), w -nie oszukujmy się- o niebo lepszych lokalach po linii państwowego mecenatu macherzy opłacani z budżetu (nie tylko nie ryzykujący własnych środków, ale nawet zarabiający na procederze) wystawiali SWOICH (nie troszcząc się o odbiór). Np. w tym czasie kiedy miałem wystawę w dobrej (stoiska na Art Frankfurt, reklamy w pismach), ale niewielkiej prywatnej galerii w Duesseldorfie, mało znanych wówczas moich rówieśników pewna Pani wystawiała w Konrad Adenauer Stiftung. To miał być -oczywiście- "WOLNY RYNEK IDEI". Kilka takich "numerów" i jedni mają życiorys artystyczny taki sobie, a inni "jak marzenie.

Krytykant

Nie proszę Pana, nie chcę żeby Pan cokolwiek rozwijał; chciałem tylko upewnić się co do tego, że rdzeniem Pańskiej postawy tu prezentowanej jest zupełnie fantastyczna teoria spiskowa z zagranicznymi gazetami i niemieckimi bankami w tle, a mówiąc precyzyjnie lżenie ludzi i insynuacja (np. obrażanie krytyków za sprawą nie tyle sugestii, co wypowiedzianych wprost uwag, że ich motywacje są pozamerytoryczne: podyktowane chęcią zysku lub przynalezności do danego środowiska). nie godzę sie również na to, że bliżej nieokresloną część środowiska sprowadza do roli pożytecznych idotów; że obraża Pan pracowników BWA, CSW, Zachęty, etc.

Wybaczy Pan, ale nie będę polemizował z teoriami spiskowymi.

Od tej pory kasuję wszystkie Pana wpisy, chyba że będa to meryotryczne analizy dotyczące sztuki lub opinie o określonych osobach poparte dowodami (szczególnie jeśli Pan oskarża).

Wolałbym jednak aby Pan tu nie pisał, juz dostatecznie zdominował Pan to forum, czyniąc z niego przedziwną przestrzeń zupełnie groteskowych wypowiedzi. Innymi słowy, wypraszam Pana z mojego domu.

Mam nadzieję, że moja decyzja będzie dla Pana argumentem za tym, że jestem strasznym ceznorem i należę do układu, który Pan zwalcza,niemniej prosiłbym aby uszanował Pan moją prośbę.

Oczywiście możemy bawić się w kasowanie komentarzy, ale po pewnym czasie po prostu zablokuję Panu IP. Dla mnie to już dawno przestało być śmieszne. Jednak jako zwolennik własności prywatnej na pewno opuści Pan moje gospodarstwo. Będę wdzięczny.

Raz jeszcze polecam założyć swojego bloga; również Tomek Kozak, który wyzwiska grupy The Krasnals eufemistycznie okreslił "wyłomem w dyskursie" (czy jakoś tak) z pewnością przyjmie Pana pod skrzydła swoich komentarzy. (Tomek, piszę to bez ironii, choć z dużym rozczarowaniem; szkoda, że potrafisz znaleźć tylko takich sojuszników w swojej zabawie w "niepokornego przemawiającego z samego serca mainstreamu")

Uprzejmie proszę nie dopowiadać, nie mam ochoty ani siły z Panem polemizować.

ukłony,

K

Głos z prowincji

Miałam dać sobie spokój, ale to byłaby ucieczka nadąsanej Ślązaczki, więc jestem.

Nie mam takiej biografii jak Bezan, ale biorąc pod uwagę punkt wyjścia, osiągnęłam spory sukces, większy niż zakładałam. Naciągałam trochę z tym byciem utrzymywaną, sprzedaję prace dość dobrze, więc wystarcza na farby, a umiem ekonomizować działania. Mam dom, córkę i drzewo ;-) . Jestem niezależna, bo lubię być niezależna. Nie zdecydowałam się na ucieczkę na ASP (większość moich kolegów robi doktoraty i zaczepia się na uczelni). Nie idę na artystyczne kompromisy, znalazłam złoty środek, jest nim temat moich obrazów, strawny dla odbiorcy i właściwie zawsze ten sam (to pretekst do tego by wypowiedzieć treść). Mam umiejętności, które pozwalają mi zaprojektować i wydrukować książkę, katalog, zrobić wirtualną prezentację, stworzyć portal, obsługuję programy graficzne, umiem pisać, napisałam kilka artykułów nie tylko o sztuce. Proponowano mi szefowanie galerii miejskiej, ale odmówiłam, jestem szefową ngo.

Osiągam sukcesy w wielu dziedzinach, piszą o mnie media, pokazują w telewizji (czasami ;-). Było o mojej twórczości dość głośno jakiś czas temu, nie wykorzystałam tego komercyjnie bo miałam wystawę za wystawą i obrazy były jak pisałam „uziemione”, a nie maluję na telefon, czy dzwonek do drzwi. Maluję tylko to, co chcę i wtedy kiedy chcę. Nie wykorzystałam tego artystycznie, bo trudno w pojedynkę, a ludzie związani ze sztuką, którzy mnie otaczają (animatorzy i marszandzi) to niestety albo urzędnicy starej daty, albo sklepikarze, no i mało kto myśli o wspólnym sukcesie, każdy sobie rzepkę skrobie, lub każdy maksymalizuje własny zysk, ale chyba nie są w tym dobrzy, bo ja tak się rozpraszając osiągam więcej. Pewnie dzieje się tak bo oni słabo rozumieją współczesność i nie potrafią wykorzystać szans.

Takie są moje „okoliczności”, na Śląsku, a Śląsk to moje korzenie, choć jestem wbrew temu co można sądzić po moich słowach kosmopolitką, wszędzie dobrze się czuję (liczą się dla mnie ludzie). Tu mieszkam i nie piszę o tym, aby narzekać, mogłam była przenieść się do Warszawy, bo mam tam bliskich, mogłam mieszkać w Londynie.

Ma rację Bezan, kto chciałby poszukać, znalazłby tropy.

W tej dyskusji nie jest ważne kim jesteśmy, ale o czym mówimy. Nasza twórczość i nasze nazwiska zepchnęłyby wszystko na boczne tory oceny konkretnego dorobku itp. Nie o to chodzi. Chodzi o sprawę, o wasz (młodych artystów) interes.

Sama wystartowałam mało efektownie, akceptuję własną pozycję (ale nie wobec YBA), ale moi koledzy startowali z fanfarami. Nie mogę zrozumieć ich nieobecności na szerszym artystycznym forum. A ponieważ, uważam że się ich pomija (nie wiem jaka jest ich opinia na ten temat), zaczęłam się temu uważnie przyglądać. I wyszło mi, że jest tak jak pisze Bezan.

Głos z prowincji

Do Bezana

Teraz niestety nie mogę przeprowadzić dowodu (finalizuję realizację portalu promującego Śląsk - z własnych środków, starujemy niebawem).

Do innych:

"Czy uczestnicy tej zabawy w Polsce zdają sobie z tego sprawę? Najważniejsi, bezwzględnie wiedzą gdzie stoją konfitury, ale jest grupa działająca "na korzyść" ale bez wiedzy."

Na tym polega problem. Ci, którzy wiedzą posługują się tymi, którzy nie wiedzą!!!

My (ja) tu krytykujemy "system", a siłą rzeczy i tych, którzy w nim uczestniczą bez takiej świadomości, więc odnoszą wrażenie, że zazdrościmy, pomawiamy, insynuujemy itp. Chodzi nam o to, że by przejrzeli na oczy, zanim będzie za późno.

System działa tak jak "dobra pani" Orzeszkowej. Przygarnie i wypluje. I nie jest to mój wymysł, ale piszą o tym i krytycy i kuratorzy i nawet Jakub:

"Później Heartney rozwijała myśli zarysowane przez Hughes'a. Nawiązała do boomu w latach '80, który powszechnie uważa się za synonim rynkowej dominacji. Przypomniała, że Koons powiedział wówczas: "Rynek jest krytykiem". Heartney strawestowała to hasło na "Kolekcjoner jest krytykiem". To on chce odkryć nowego mistrza, jednak często robi to w osobliwy sposób: skupuje studentów, jeśli jednak ci nie spełnią pokładanych w nich nadziei, bez sentymentów wyrzuca ich za burtę galerii. Znikając z rynku, znikają z pola sztuki. Jak podaje Heartney, 43% studentów amerykańskich akademii jest już obecnych na rynku. Krytyczka przypomniała także, że sztukę można dziś odliczyć od podatku, a kolekcjonerstwo to często po prostu spekulacja (problem tzw. funduszy hedżingowych). A krytyk? Jest wtórny wobec rynku, bo w najlepszym razie jedynie weryfikuje jego decyzje. Nic dziwnego, ironizowała, skoro kiedy przychodzi na wernisaż, większość prac jest już kupionych, ergo: musi być wartościowych. Heartney poruszyła też problem kryzysu krytyki prasowej. "Czytelnicy chcą rozrywki, a nie oświecenia" - podsumowała (co ciekawe, zauważyła jednocześnie, że duże znaczenie mogą mieć blogi, jeśli tylko nie są prostymi serwisami plotkarskimi). I w końcu kwestia podnoszona już przez Hughes'a: nędzne zazwyczaj uposażenie krytyków, które pośrednio generuje rozmaite konflikty etyczne. Według Heartney pozbawiony stałego dochodu krytyk trawi czas na "zlecenia dodatkowe" i powoli zamienia się w producenta bezbarwnych katalogowych esejów zamawianych przez majętne instytucje."

W zdrzeniu z rymkiem krytyk... www.obieg.pl

Opisywany przez Bezana mechanizm prowadzi do skutków, które opisuje pani Heartney. U nas to się dopiero zaczyna, więc jeszcze nie łączymy skutków z przyczynami i tak się wszyscy oburzają na Bezana.

Wystarczy zadawać właściwe pytania, obserwować i myśleć logicznie, aby to o czym mówi Bezan stało się oczywiste. No i chcieć przyjąć to za fakt, a nie wymysł bujnej wyobraźni. Nie wiem czy można temu przeciwdziałać, ale każdy, kto zajmuje się sztuką powinien wiedzieć co się dzieje i „sprzedać się drogo”, albo wcale. Kto sprzeda się za tanio, sprzeda własną twórczość. System jest zaborczy, wysysa i pozostawia bez niczego. Takiemu samemu mechanizmowi podlegają artyści popkultury, ale ich broni publiczność, której choć można wcisnąć kit, to tylko na jeden sezon, a i tak odróżni kto umie, a kto nie umie śpiewać. Ze sztuką jest inaczej, całkowicie podlega brandingowi, a więc marketingowi, PR itp.

Jak one działają dowiecie się z książki „Wojujący marketing” Jacka Trout’a.

Głos z prowincji

Do Krytykanta:

„Czy te osoby - które zakłaają fundacje, inicjuja artystyczne trendy dzięki publicznym pieniądzom, mają przedstawicieli w mediach - robią to celowo? Tzn. czy wiedza, że sztuka, którą propunują jest zła, ale można ją sprzedać? Innymi słowy, czy są świadomi mechanizmów, które Pan od jakiegoś czasu tu opisuje (ten do fundacji, ta w gazecie, ten na targach - a sztuka, która firmujemy to chała).”

Nie zajmuje ich problem jakości sztuki. Dla nich dzieła sztuki to akcje. Nawet Sasnal użył w jakimś wywiadzie takiego określenia. Jakość jest tu bez znaczenia. Jak piszę wyżej w pop muzyce, artysta musi umieć, a w plastyce nie musi, wartość dzieła można nadbudować rękami teoretyków i krytyków (bez ich wiedzy, wystarczy ich zatrudnić i będą pisali tak, żeby nie stracić pracy – przykład Radwan, podobno też był artystą, robił instalacje ). Liczy się zysk, a jakość to wartość dodana. To nie jest tak, że wybiera się prace bezwartościowe, lecz tak jak z hamburgerami. Trudno żeby z taśmy Mac’Donaldsa wypadł befsztyk. Dziś jesteśmy świadkami (w Polsce dopiero od niedawna) tworzenia takiej „taśmy” artystycznej – dotyczy tylko plastyki, bo w innych dziedzinach sztuki jakość jest weryfikowalna przez odbiorcę. W plastyce też była, ale jak ja albo ktoś tu pisał, zrezygnowaliśmy z warsztatu. No i mamy klops. Niestety jeśli powrócimy do warsztatu, to pewnie rozumianego jako akademicki, tego przecież chciał Kuspit, więc to będzie pasztet.

To nie artyści, ale krytycy i kuratorzy powinni przejrzeć na oczy, bo to nimi się posługuje ten system, ich piórami się to dzieje. Mówi o tym Heartney.

Kiedy artysta kwestionuje jakość cudzej sztuki, zawsze zarzuca mu się zawiść itd., więc artyści milczą, jedni zaciskają zęby i robią swoje, inni wsiadają do tego pociągu z nadzieją, że załapią się na śmietankę, ale nie wiedzą czym ryzykują. Piszę tu nie aby płakać, choć mnie to „dobija i wkurza”, ale by uświadomić wam to ryzyko, a własnej twórczości dać szansę, że ktoś ją za sto lat zobaczy i wtedy dopiero oceni. Jeśli nie zadbamy o ochronę naszego dorobku (a nie wszyscy potrafią) to rozpuści się w nadprodukcji pseudosztuki.

Schaulager – twierdza, która gromadzi tę pseudosztukę. Tylko tę znam, ale pewnie jest ich wiele.

Saatchi – agencja reklamowa, która wykorzystała wspomniany mechanizm na wielką skalę.

Banki – Art Banking – usługa – z jednej strony program lojalnościowy, z drugiej narzędzie barndingu – cel zysk ze „sztuki”.

Giełda – rynek „sztuki”.

Dzieła z kolekcji banków i z Schaulager promowane przez następców i naśladowców Saatchiego, sprzedawane/kupowane na giełdzie, będą tym co jako sztukę odziedziczą nasi potomkowie.

A wszystko dlatego, że handluje się sztuką współczesną. Problem zaczyna się właśnie od tego. Ilość starych dzieł jest skończona, a więc stają się coraz trudniej dostępne, coraz droższe. trudno na nich robić dobre interesy (tanio kupić drogo sprzedać). Trzeba być bardzo bogatym. Znaleziono rozwiązanie: sztuka współczesna. Kupić tanio od studenta, wypozycjonować go, sprzedać go i wypluć. Mówi o tym Heartney. Na tym polega ten biznes.

Zwykły artysta (dojrzały artysta nie jest atrakcyjny, po co płacić więcej, jeśli można mniej), czy galeria nie są w stanie rywalizować z nimi. To oni dyktują warunki.

Kiedy biorą się za sztukę – będą musieli zekonomizować wartości artystyczne, tak jak Mac Dodald’s zekonomizował wartości odżywcze. Jakie są tego społeczne skutki, widać. Grubasy są zadowolone. Cofnijmy się o 30 lat. Czy pamiętacie taką ilość grubasów wtedy?

Panie Jakubie, dostaje Pan szansę jak mało kto, ale nie rozumie co ma w rękach. Jeśli skasuje Pan wpisy Bezana, wystawi Pan samemu sobie świadectwo.

Może Pan publikować bez możliwości komentowania, lub słuchać co mówimy. Nikt tu Pana nie obraża. Toczy się ważna dyskusja, temat Panu nie odpowiada, więc "zakneblować". A myslałąm, że czasy cenzury już mamy za sobą.

gość niedzielny

,,głos z prowincji,, a Pani ma stałe ,czy zmienne IP ???

;)

T.Kozak

Kuba, mam nieodparte wrażenie, że w "zabawie", którą uprawiam to jednak Ty (a nie p. Bezan) jesteś moim największym sojusznikiem.

Bo widzisz... to Twoje pobrzękiwanie cenzorską szabelką, te protekcjonalne próby pacyfikowania dyskutantów... To wszystko daje mi (niechciane) fory w NASZEJ "zabawie". Ponieważ wcale ich nie potrzebuję, więc mam nadzieję, że odzyskasz nieco klasy i pozostaniesz moim ukochanym "wrogiem".

Apelując o nieco luzu, pozdrawiam wrogów i aliantów!

Tomek

Głos z prowincji

Do Krytykanta:

Błędnie interpretuje Pan wypowiedzi Bezana. Fakt, że podaje nazwiska nie jest "oskarżeniem" ale informacją. Nie mówi "oni kradną", mówi "oni stworzyli system" sposób obejścia starego układu. Właściwie jest to pochwała innowacyjności. Zarzut dotyczy jedynie faktu, że posługują się środkami publicznymi.

Można miec im to za złe, ale z drugiej strony lepiej żeby coś zyskać nić stracić. Dziesiątki niekompetetntnych animatorów kultury, przywiązanych do swoich posad zterminowymi umowami o pracę trwoni środki publiczne Ich także należałoby napiętnować, jednak ponieważ ich jest multum, truniej to zrobić. Tak czy inaczej chodzi o sposób w jaki wykorzystywane są środki publiczne.

Osoby, o których Bezan pisze to osoby publiczne i muszą się liczyć z krytyką. Dysponują publicznymi środkami i mogą zadbać o przejrzystość dotowania, a wtedy nie można im będzie niczego zarzucić. Teraz mogą obchodzić się z pieniędzmi jak zechcą, ale muszą znosić te nasze "insynuacje". Mają wybór.

"Niewiedzący" to nie "idioci", ale wszyscy, którzy muszą zarobić sami na siebie (nie mają bogatych wujków, ani rodziców). Jesteśmy pracobiorcami i robimy to co nam pracodawca poleci, artyści robią to co muszą, aby żyć. Chcemy wierzyć, że postępujemy właściwie, że bronimy słusznej sprawy, że pracodawca jest dobry, chce dobrze.

Pan także musi zarobić na siebie własną pracą, więc jest Pan zależny. Zależny od wydawców, którzy Pana zatrudnią. Wybiera Pan wydawców, ale nie ma wielkiego wyboru. Jest lewa, albo prawa strona. Lewa snuje własny wątek, prawa własny. Wszędzie chodzi o pieniądze i o to by je zarobić cudzymi rękami, taka jaet filozofia biznesu. Ja też przejrzałam na oczy niedawno, dlatego taka jestem zdziwona i wściekła. Mogłam była zarabiać, a postawiłam na wartości, a teraz widzę, że to była bujda. Wszyscy zarabiali tylko nie ja. Patrzyli na mnie ze zdziwieniem, a ja myslałam, że z podziwem. (litery prawie te same, można się pomyslić). :(

poszukiwacz prawdy

A ja bym jednak bardzo prosił o pomoc w przetarciu oczu. Wnioskuję z Pani i Bezana postów, że jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie świat, w którym istnieje olśniewajca sztuka, artyści z tonami farb i tysiącami woluminów, którzy są spychani poza margines przez magnatów sztuki fast foodowej i "lewicowych kapitalistów".

Przecież ja sam darzę podziwiem i zachwytem wiele przykładów sztuki, która jest w oficjalnym obiegu (a więc sztuki skalanej haniebną korupcją). Czyżbym był jak dziecko komunizmu, które objadało się przez całe życie wyrobami czekoladopodobnymi nigdy niezaznawszy smaku prawdziwej czekolady? Bardzo proszę chociaż o jeden link, jakiś cynk czy nazwisko, które pomogłoby mi znależć tą prawdziwą czekoladę.

Głos z prowincji.

Do poszukiwacza: Proszę prześledzić całą dyskuję, a dopiero potem zabierać głos.

Krytykant

"Kuba, mam nieodparte wrażenie, że w "zabawie", którą uprawiam to jednak Ty jesteś moim największym sojusznikiem"

Fakt, nieco Cię podlansowałem... No i chyba zainteresowałem ideą prowadzenia bloga... ;-)) hehe

Co do - tym razem Twoich - pretensjonalnych puczeń z pozycji super-zimnego (nietzscheańskiego?) polemisty którego nie ruszają wypowiedzi szkalujące hurtowo sporą liczbę osób. Otóz nie wiem czemu mieszasz w to "luz". Po prostu nie lubię jak ktoś mnie lży. I nie lubię, jak ktoś u mnie w domu (a witryna Krytykant.pl jest jego przedłużeniem) lży innych i insynuuje, że są sprzedawczykami lub idiotami. Ty budujesz z takich wypowiedzi swoją strategię "kontr-dyskursu", czy choćby je ignorujesz - Twoja sprawa. Nie rozumiem co w tym niezwykłego, że ja nie życzę sobie tu takich gości. Zaproś ich do siebie, pogadamy za 4 miesiące. ;-)

pozdrawiam i... luz, Tomek!

ah, jeszcze te słowa nt. "cenzury"... w Twoich ustach... nie spodziewałem się takiego populizmu.

Pani z Prowincji:

Pani wybaczy, ale moim zdaniem kilkadziesiąt komentarzy Bezana nie wymaga intereptacji. Tu chyba ne ma niejasności. A przynajmniej ja ich interpetować nie zamierzam.

Wszyscy oburzeni moim strasznymi cenzorskimi zapędami. (pomijam argument z domem/gospodarstwem):

Otóz jezeli taka będzie moja fanberia, skasuję wszystkie komentarze zaczynające się na "P". Czytelnicy to ocenią i jedni nigdy więcej nie wejdą na moją stronę, a drudzy - przeciwnie. Tyle w tej sprawie. To doprawdy proste. Tak więc uprzejmie proszę o pozwoleni mi na decydowanie o tym, kogo zapraszam do stołu (czy raczej kogo nie wypraszam, bo zapraszam wszystkich) i gdzie kończy się moja cierpliwość jeżeli chodzi o stężenie pomówień na tej stronie. Bezana o wstrzemięźliwośc prosiłem wielokrotnie.

Tyle. Ufff... :)

No i zapraszam do dyskusji. Sporo ciekawych wystaw ostatnio (np. kolejni młodzi w MSN), sporo się dzieje w całej Poslce - w Zachęcie, CSW, różnych BWA i galeriach prywatnych. Drodzy Państwo, właśnie zaczyna sie nowy artystyczny sezon!

pozdrawiam

K

Anonimowy

Doskonala dyskusja.

Moj glos jest glosem konsumenta sztuki wspolczesnej.

Kocham sztuke, mam troche kasy (ostatnio troche mniej z oczywistych wzgledow), i chce kupowac dobra sztuke.

Uwazam, ze posty o globalnej konspiracji sa irracjonalne. Ale jednoczesnie jest dla mnie oczywiste, ze MUSI istniec sztuka na (np) Slasku i (generalnie) na "prowincji", i ze powinna byc odkryta.

Uwazam rowniez, ze Kuba Banasiak powinien, jako ekspert (bez ironii), aktywnie odkrywaci i omawiac te ukryta sztuke, a nie oczekiwac ze FGF czy Raster zrobi to za niego.

Poszukiwacz prawdy

O, przepraszam. Nie przypuszczałem, że opanowała Pani szturmem blog Krytykanta i zostala niepostrzeżenie moderatorem. Ja tylko proszę o to, żeby pokazała nam Pani prawziwą sztukę (chociaż namiastkę). Dyskusję śledziłem, choć już pod koniec trochę mnie zemdliło.

Anonimowy

Dużo się dzieje w ZUJ-u, Zachęcie, galeriach prywatnych, ale jak przychodzi do ich omówienia przez Pana (wystarczy zajrzeć do Dziennika) 10 na 10 to recenzje z ZUJ-a i Zachęty. Z galerii prywatnych nader rzadko, ściślej tylko wtedy, gdy jest to galeria zachodnia (H & W).

Dużo się dzieje, wysyp wystaw, nowy artystyczny sezon, a Pan Szymczyk widzi w ostatnim nrze Frieze tylko Krasińskiego. Krasiński nie student wprawdzie, ale widocznie do zagospodarowania w całości.

Bartek Otocki

Głosy w tej dyskusji można podzielić na 2 części.

Po pierwsze kwestia układu, który z publicznych pieniędzy finansuje promocję wybranych artystów, by następnie czerpać zyski ze sprzedaży ich prac. Działalność tego typu w oczywisty sposób ma miejsce w przypadku funduszy art-banking czy kolekcjonerów skupujących prace studentów 3-5 roku, jakkolwiek wówczas jest to finansowane z prywatnych środków. Ale to jest rodzaj biznesu gdzie obie strony (inwestor i artysta)są świadomi tego co robią. Moralnie podejrzane jest tylko wmawianie przeciętnemu widzowi że student 3 roku jest artystycznym objawieniem. Jak to się robi widać na:

atbazaar.blogspot.com

gdzie jest także link „Współpracujemy – OBIEG”.

Siedziba redakcji Obiegu to Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Blog Krytykanta (redaktor Obiegu) współfinansuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Trzeba być debilem żeby nie dodać 2 + 2. I to jest właśnie to, co tak irytuje Bezana – tak sądzę.

Druga kwestia to pomijanie przez artystyczne media twórczości osób urodzonych przed (powiedzmy) 1965 rokiem, oprócz tych którzy zostali już wcześniej docenieni i dziś występują z pozycji klasyków – nestorów. Znam osobiście ok. 50 takich osób, z czego 5 robi naprawdę interesującą sztukę, jakkolwiek kompletnie stracili nadzieję na zaistnienie w obecnym artystycznym obiegu. Mam dla takich osób niestety złą informację. Dopóki nie nastąpi jakaś stylistyczno – ideologiczna wolta (np. triumfalny powrót abstrakcji i warsztatowego pietyzmu) JESTEŚCIE BEZ SZANS. Możecie sobie powystawiać w ZPAP w Pcimiu i tyle. Do Zachęty czy CSW nikt was nie zaprosi. Dlatego propozycja stowarzyszenia się w „Salon Odrzuconych” wcale nie wydaje mi się taka naiwna, no ale trzeba się będzie podpisać imieniem i nazwiskiem…

I na zakończenie: zajmowanie się sztuką w celu zaistnienia to najlepsza recepta na nieszczęśliwe życie. Mamy na świecie miliony artystów, spory przyrost naturalny i postępujący rozwój świadomości a więc będzie tych artystów jeszcze więcej, do tego dodajmy szum medialny i fundusze inwestycyjne lokujące kasę w sztukę. To nie jest skok w dal, tu nie ma jasnych kryteriów „wygranej”. To loteria. Ja staram się to robić jak najlepiej i zobaczyć co będzie, bez nakręcania się i frustracji. W najgorszym razie w wieku 60 lat spojrzę sobie w lustro i powiem „chciałeś być malarzem to nim byłeś, nie wyszło – trudno”. Tyle.

Głos z prowincji

Do Bratka.

Nie podpisuję się nazwiskiem, bo podpisanie się skutkuje milczeniem. Każdy myśli „nawiedzona”, „sfrustrowana” itp.

Gdzie indziej występuję pod własnym imieniem i nazwiskiem, piszę nikt nie odpowiada.

Na tym blogu także wystąpiłam podpisana. Nie w tym temacie. Prawdopodobnie przybyło mi wrogów, na pewno nie przyjaciół. W każdym razie Krytykant nie zainteresował się moimi postami, moimi pracami, moimi tezami, miał wszystko podane na tacy mógł się odnieść. Miał szansę. Tutaj dopiero "podkręcenie" dyskusji uaktywniło Jakuba, jednak nie odnosi się do wypowiedzi, do zarzutów i tez, ale grozi i jest nadąsany.

Naprawdę nie jest moim celem oskarżać, opisuję to, co spostrzegam. To co widzę niepokoi mnie i tu dzielę się tym niepokojem z wami. Aby nie wprowadzać w błąd (cenię precyzję) opisuję niepokojące miejsca - cytuję z tego blogu i zewsząd (zawsze podaję źródło), aby pokazać, że to nie są moje wymysły. Jakub nie odnosi się do moich argumentów, nie odpowiada na pytania. To jest irytujące, bo zachowując się w taki sposób mówi mi, "gadaj sobie co chcesz, nie masz racji i nie będę z tobą polemizował". Jawność niczego tu nie zmieni, a może zmieni, nie będzie rozmowy. Tak długo jak długo nikt nie wie kim jestem, rozmowa się toczy. Jeśli Pan Jakub uważa, że go lżę, proszę o przykłady moich obelżywych wypowiedzi. To Krytykant mnie lży, pomawiając o lżenie. Wielokrotnie wyciągałam rękę na zgodę, bez rezultatu, za każdym razem w odpowiedzi milczenie, protekcjonalizm i dorabianie mi gęby.

Nie wiem jak rzeczy mają się naprawdę, ja składam do kupy pewne widoczne dla mnie klocki, obserwuję co się dzieje i z której strony bym nie patrzyła wychodzi na moje. Życiowo jestem skuteczna, a skuteczność jest pochodną dobrego wnioskowania. Wnioskuję stąd, że myślę logicznie, wnioskuję trafnie.

Nie piszę „to jest spisek, czy układ”, to wy tak to nazywacie. Ja osobiście uważam, że tak działa rynek (a na nim patologie). Sztuka stała się towarem rynkowym więc to, co się dzieje na polu sztuki dzieje się zgodnie z mechanizmami rynkowymi. Rynek=biznes=zysk. To nic złego, ale trzeba wiedzieć, że „gramy” na rynku a nie w Raju. Tu obowiązuje prawo naturalne (prawo silniejszego) i wolno zrywać jabłka. Skoro wy uważacie, że to Raj, że sztuka, to same ideały, niech będzie, mam na imię Ewa. Adam został wygnany, kolej na Ewę ;-)

To co piszę, piszę aby dowiedzieć się jak to wygląda z waszego punktu widzenia. Nie satysfakcjonuje mnie stwierdzenie: „chciałeś być malarzem to nim byłeś, nie wyszło – trudno”. Bo ono zakłada, że poniosłam porażkę artystyczną. Chciałam być twórcą (malarstwo to w moim przypadku tylko jedna z dróg), i wyszło, jestem twórcą, mam sukcesy, dobre obrazy i satysfakcję, nie dorobiłam się majątku, satysfakcja mi wystarcza.

Piszę „ja, moja twórczość”, ale chodzi mi o nas, o wszystkich, którzy mają powód do dumy, bo samodzielnie pokonali ogromne przeszkody na swojej artystycznej drodze. Nie mogli osiągnąć sukcesów (na miarę tych osiąganych przez artystów dzisiaj) bo, żyli w takich czasach, że aby to było możliwe musieli się układać z reżimem, musieli donosić, kolaborować mieć inne wsparcie. Oczywiście są tacy, którzy mimo to osiągnęli sukces, ale co chwilę wychodzi jakieś szydło z kolejnego worka i okazuje się, że jednak i ten gwiazdor też. Ja nie oceniam. Sama wybrałam drogę, osiągnęłam sukces i nie życzę sobie by go umniejszano. Nie spodziewam się, że nagle teraz ktoś mnie wyniesie, ale oczekuję, że moja twórczość będzie traktowana jak twórczość, a nie jak bezwartościowe śmieci.

I w pierwszej i w drugiej kwestii zgoda. W tej drugiej (bo to moja kategoria wiekowa) jak pisałam nie zależy mi na splendorze, sprzeciwiam się szkalowaniu. Zależy mi by ci lepsi ode mnie zostali dostrzeżeni, bo dziś nie są. Bo kiedy zostaną dostrzeżeni to dla mnie będą to dwie informacje:

- pierwsza, że docenia się jakość

- druga, że na prowincji.

Będę wiedziała, że decyduje „jakość” bez względu na adres i „kontakty”,

Będę wiedziała, że adres i kontakty nie mają znaczenia, jeśli jest „jakość”.

To pozwoli mi robić swoje, w swoim kącie. Bo na Śląsku zawsze nas uczyli „Siedź w koncie bałamoncie, przyjdzie czas, znojdom cie”, w każdym innym wypadku powinnam zmienić strategię. Na jaką?

Oto cytat z pewnego forum na którym wypowiedział się dyrektor firmy zajmującej się art. bankingiem:

„ Pytanie: A jak dać się rozpoznać jako "artysta z potencjałem"

Odp:

- dobrze malować

- mówić po angielsku

- żyć dobrze z sensownymi kuratorami.

- unikać florystycznych miejsc i osób

- wystawiać się w galeriach zamiast hotelach/pubach/restauracjach”

Jedyny warunek, którego nie spełniam to ten o kuratorach. W naszych czasach byli komisarze, nie kuratorzy, zajmowali się czym innym, ale to bez znaczenia, dla mnie liczy się jakość, a nie „dobre współżycie”.

Głos z prowincji

Poszukiwacz: 'O, przepraszam. Nie przypuszczałem, że opanowała Pani szturmem blog Krytykanta i zostala niepostrzeżenie moderatorem. "

Co ma piernik do wiatraka? Moderator nie może sprawić aby komentator zapoznał się z tekstem.

Poszukiwacz: "Ja tylko proszę o to, żeby pokazała nam Pani prawziwą sztukę (chociaż namiastkę). Dyskusję śledziłem, choć już pod koniec trochę mnie zemdliło."

- "Co to jest sztuka?", co to jest prawdziwa sztuka?", "co zdaniem Pana jest prawdziwą sztuką?". Doprecyzujmy definicje a odpowiem.

Gdyby naprawdę śledził Pan dyskusję i potrafił odczytać ducha, a nie jedynie literę tych postów, znałby ją Pan.

Używam sformułowania "pseudosztuka" w odniesieniu do zjawisk nazywanych artystycznymi, pozycjonowanych jako "sztuka wysoka", a inicjowanych przez chęć zarobienia dużych pieniędzy, przez prywatny biznes, często wykorzystujący publiczne środki.

Porównuję tę sztukę do showbiznesu i muzyki pop. Stwierdzam, że na ich terenie jakość może się obronić, a na terenie plastyki nie może bo, brak wymiernych kryteriów. To stwarza wygodną okoliczność, dla tych, którzy są u steru, oni zawsze mogą więcej, mają władzę i pieniądze i zwykle także niezaspokojone żądze. Że tak jest widzimy na scenie politycznej, nie tylko w Polsce. Biznes ma to do siebie, że wykorzysta każdą sprzyjająca okoliczność, a "środki publiczne" jako wspólne są łatwiej dostępne (obniżanie kosztów), gorzej chronione, bo mają nad nimi pieczę zwykli ludzie, którzy także chcą upiec swoją pieczeń. Opisuję mechanizm, który działa wszędzie tam, gdzie nie ma dobrych regulacji, gdzie brak nadzoru, nie tylko w Polsce, w Polsce, bo dopiero dorabiamy się dobrego prawa, a terytorium sztuki jest wyjątkowo źle chronione. OPISUJĘ MECHANIZM.

ABSOLWENTKA

Wraz z grupa kilkunastu osób studiujących na ASP obserujemy rozwój tej dyskusji. Pytanie tylko czy dyskusją można nazwać sytuację gdzie wyraźnie i wrogo, argumentując na glinianych nogach grozi się kilkakrotnie tzw WYMODEROWANIEM.

Chciałam podziękować Pani z Prowincji i Bezanowi za kilka rozjaśniających faktów i sformułowań wobec zjawisk, które obserwujemy jako studenci w ostatnich kilku latach.

Dopiero po waszych komentarzach niektóre sprawy nabrały kryształowej przejrzystości.

Dużo juz wcześniej naświetlił (artbazaar.blogspot.com) ale zraziła nas pewna strategia a raczej jej elementy . Z jednej strony jest tam rzeczowy przykład opisu funkcjonowania rynku sztuki, z drugiej strony sprytne lansowanie własnej kolekcji autorów i linii programowej wymienianych powyżej instytucji.

Mówie o "PORADNIKU KOLEKCJONERA" który mozna ściągnąć z tej strony.

To o czym mówi Bezan to nie "teoria spiskowa" !

To jest jasno widoczny kompleks zależności ipowiązań które tworzą rynek sztuki w Polsce w opstatnich latach.

Studenci z którymi dyskutuję są w rózny sposób nastawieni na znajdowanie wartości w sztuce, skrajne wręcz. Co do wielu wypromowanych prac z Rastra, Foksal i CSW mamy ten problem że nikomu nie chce sie tego juz gryżć.

Artur Żmijewski dobrze ujął sytuację mówiąc o pracach K. Kozyry jako o literturze powszechnej w jednym z wywiadów. Traktując je jako osobę, która zjada samą siebie, powiela sama siebie.

Jak tu więc podjąc sprawę P. Mateckiego, W. Sasnala, Bujnowskiego...

Rogalskiego który mówi o tym jak malował kilka obrazów z napisem Bjork na lustrze bo popyt był...

Wartość u "wielkich instytucji tego kraju" nie polega na wartości sztuki ale na potencjale marketingowym o czym doskonale wiedzą starzy malarze tacy jak Pani z Prowincji.

Jako studenci jednak z zadowoleniem przyjmujemy ten stan. Powód jest prosty...

Część z nas dobrze zarabia jako malarze czy rysownicy ale dostęp do galerii ZPAPowskich, większości BWA czy prestiżowych "sklepów z obrazami" mamy zablokowany lub mocno utrudniony.

To drugie "lobby" które pojawia się w wypowiedziach Bezana, wydaje się łatwiejsze do inwigilacji, przynajmniej dla osób przed 30tką a korzyści finansowe i bytowe, które dla nas z tych mecenatów płyna nieporównywalnie ciekawsze.

A zło że pieniądze podatników pójdą na Krasińskiego, którego szczytne FGF i satelici sprzedaje potem na targach za grube dolary aż tak nie boli acz trąci brzydko... ale nie podzielamy zawiści naszych nauczycieli z ASP którzy utrzymując się na etatach państwowych piszą sobie "poezję" do szuflady i raz na dwa lata sprzedają obraz. Oni dużo bardziej nadwyrężają budżet...

Bo nawet jeśli ktos tam w Warszawie te ręce pobrudził to ktos tu zapomina że efekt to nie tylko nabicie sobie kieszeni przez klike osób ale duża promocja Polskich nazwisk w świecie. A to służy wszystkim, którzy tu pracują.

90 procent młodych artystów nie siądzie na państwowych posadach w uczelniach i nie ma dawnych znajomości ("znajomi profesorowie").

Będzie pracowac w reklamie , malować jelenie na rykowisku ale ma zawsze szansę na wniknięcie w tą straszna Warszawke czy Europkę, wysłanie prac na konkurs.

Wśród naszych znajomych osób są tacy co znają ze studiów artystycznych Przemka Mateckiego, którego aukcje jako artysty wciąż rosną.

Czy Państwo zdają sobie sprawę, że przez 10 lat składał rowery w TESCO oraz urabiał etat na kółku plastycznym w domu kultury ?

Straszny ten RASTER prawda ? Tak skrzywdził chłopaka...

Jedynie ton wypowiedzi Bezana, rozgoryczony i cyniczny niepokoi ale na pewno jest potrzebny, przynajmniej nam.

ABSOLWENTKA

Do Krytykanta:

... proszę nie straszyć więcej dyskutujących w Pańskim "domu" blokadą IP bo przyjemne to nie jest dla nikogo, a łączenie się przez serwer PROXY może być dla Bezana i innych osób szanujących anonimowość i kulturę nieco kłopotliwe.

Mistrz Zen

Świat jest ogromny pełen tajemnic moi młodzi przyjaciele. Trzeba wznieść się ponad chmury, a nie drążyć ciągle te same tunele w ziemi. Dobranoc.

Krytykant

jeszcze raz, bo niektórzy z Państwa czytają to, co chcą czytać:

kasuję insynuacje, obelgi, ciosy poniżej pasa etc. a jestem otwarty na wszelkie merytoryczne dyskusje, od ponad dwóch lat, może dodam. jeżeli ktoś oskarża, prosze o dowody.

Droga Absolwentko, mam nadzieję, że ten ekstrakt rozwiewa Pani wątpliwości co do moich cenzorskich zapędów.

Głos:

Ależ Sznaowna Pani, nigdzie nie napisałem, że Pani mnie lży, bo tak nie jest!

pozdr

K

Krytykant

ah, jeszcze anonimowy z 18-go, bo nie lubię jak ktos pisze co mu ślina na język przyniesie, a swoje bzdurki podaje tonem niecierpniącym sprzeciwu ("wystarczy zajrzeć do Dziennika 10 na 10 to recenzje z ZUJ-a i Zachęty. Z galerii prywatnych nader rzadko, ściślej tylko wtedy, gdy jest to galeria zachodnia (H&W)".

"DZ":

BWA Wrocław, Muzeum Ziemi Lubuskiej, CSW x 2, rozmowa ArtBaazar, Klima Bochenska, Raster, Bunkier Sztuki, H&W, Schaulager.

Jak wyszło 10x10 Zachęta CSW, nie pojmę. No i porszę dac mi chwilę czasu, po kolei, po kolei...

pozdrawiam i - wnikliwości!

K

Gość Niedzielny

Absolwenci...

jak to powiedział Tarasewicz w wywiadzie :umiesz malować ,chcesz malować ,to bierz pędzelki i wyp....... z tego kraju na zmywak a po godzinach się wkręcaj w środowisko....

dopiero się zacznie (już się zaczęło chyba...) jak powstanie(?) pod PkiN osławione

Muzeum Sztuki Współczesnej....

tu dopiero będą rozgrywki ligowe.... ;)

wykupiłbym nawet abonament ,żeby to oglądać ,,na żywo,,.....

Anonimowy

Argument o tym, że blog jest przedłużeniem domu, więc krytykant ma prawo kasować posty - absurdalny. Gdybyś wydał przyjęcie w domu, zaprosiłbyś garstkę przyjaciół - tu może wejść każdy. Jeśli byś w czasie tego przyjęcia, krytkował niezaproszonych artystów nie dowiedzieliby się o tym. Tu Twoje recenzje czytają oni i ich znajomi. Wreszcie obawiam się, że imprezę u siebie w domu musiałbyś zfinansować z własnych pieniędzy, nie "przy pomocy finansowej ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego", być może nie byłoby też zaproszenie na Twoją prywatną imprezę zlinkowane z Obiegiem.

Krytykant

uff......... gratuluje pryncypialności...

jednak zapewniam, że bedę kasować wpisy z rodzaju, o którym napisałem powyżej. tyle. naprawdę - nie roztrząsajmy tego, czy jest to zasadne, bo osuniemy się w zupełny absurd. uprzejmie proszę, darujmy ten wątek.

pozdr

K

Absolwentka.

Jak widać dom to otwarty a obiady niekoniecznie "czwartkowe" :)

Głos z prowincji cz.1

A:”Chciałam podziękować Pani z Prowincji i Bezanowi za kilka rozjaśniających faktów i sformułowań wobec zjawisk, które obserwujemy jako studenci w ostatnich kilku latach.Dopiero po waszych komentarzach niektóre sprawy nabrały kryształowej przejrzystości.”

A ja dziękuję za długi list, w którym poruszasz ważne wątki.

A: „Artur Żmijewski dobrze ujął sytuację mówiąc o pracach K. Kozyry jako o literturze powszechnej w jednym z wywiadów. Traktując je jako osobę, która zjada samą siebie, powiela sama siebie.”

Nie zgadzam się z Arturem. Wyżej cenię prace KK. Choć mam zastrzeżenia natury etycznej do jej prac, uważam, że mówi o bardzo ważnych sprawach. Pod warunkiem, że wypowiada się sama. Bo kiedy czytam teksty krytyków, to płakać się chce. Jej ostatnia praca „W sztuce marzenia…” dla mnie mówi o pozycji artystki/kobiety we współczesnym świecie (sztuki?): „w rękach karłów”, a ponieważ odwołuje się w tej pracy do „mężczyzn swojego życia”, można się zastanowić, czy nie ich nazywa karłami. Być może to moja nadinterpretacja, może ona sama nie odczytuje tego co można odczytać, czas pokaże.

A: „Jako studenci jednak z zadowoleniem przyjmujemy ten stan. Powód jest prosty...Część z nas dobrze zarabia jako malarze czy rysownicy ale dostęp do galerii ZPAPowskich, większości BWA czy prestiżowych "sklepów z obrazami" mamy zablokowany lub mocno utrudniony.”

Każdy z nas przez to przechodził.

Te galerie programowo nie współpracują z „nieprofesjonalistami”, dyplom jest tu konieczny, choć coraz częściej ta reguła jest pomijana. Galerie-sklepy należy podzielić na te ZPAP i prywatne. Prywatna galeria, tak jak prywatna firma może stawiać dowolne warunki, ma własną strategię biznesową i robi to za własne (a nie publiczne) pieniądze i dla ZYSKU. Galeria związkowa ma obowiązek przyjmować prace wszystkich członków związku, dlatego niestety jest tu zwykle misz masz, albo sporo kiczu. Tu pracują wspólne pieniądze członków ZPAP, a celem jest korzyść członków ZPAP. Aby być członkiem ZPAP trzeba mieć dyplom lub przejść przez komisję. Zasady są jasne i do pokonania.

Działa uczciwy mechanizm, który sprawia, że można wejść do tego obiegu, albo kończąc studia i zapisując się do związku, albo proponując coś co galeria komercyjna uzna za „rynkowy potencjał”. Jeśli ktoś maluje dobrze i to co się podoba, galeria nawiąże współpracę. Jeśli to co artysta proponuje jest za trudne do sprzedania, to musi go wspierać pozycja (profesor) lub sława. Galerie komercyjne (sklepy) to biznesy i zakładane są bardzo sprytnie. Taki biznesmen zwraca się do kilku znanych artystów klasyków, komplementuje ich, kupuje ich prace i otwiera „markową” galerię. Ci klasycy polecają swoich uczniów, lub znanych sobie dobrych artystów (dobrze rynkowo rokujących), to jest alternatywa dla wysokich cen klasyków. Prócz tego galernik pozyskuje substytutu klasyków. (Podobne ale za niższa cenę). Idą dobrze, odbiorca nie widzi artystycznej różnicy, płaci mniej, biznes się kręci. Galernik dba o to by zawsze mieć jakieś markowe prace (PR) i dużo substytutów, a od wypełniaczy (to ja) wymaga by obniżali ceny, malowali inaczej (ładniej) itp. Część markowych galerii ma jeszcze towar „spod lady” czyli kicz. Współpraca z galerią komercyjną (sklepem) to ślepa uliczka dla artysty, który nie chce zaakceptować kompromisów. ale nie ma alternatywy.

BWA – jest zamknięte i dla mnie. Albo „U1” albo „U2”. O „U” mówię wtedy, kiedy brakuje jasnych zasad pokonywania kolejnych szczebli. Tu obok klasyków pełno „filipków”.

Muszę dodać, że nie da się idąc na kompromis artystyczny robić własnych rzeczy. Jedyny wybór to właśnie Tesco czy jakieś inne zajęcie. Konwencja „pod publiczkę” wchodzi w umysł, i przenika na prawdziwe obrazy.

Mówi nam się, że dawniej malarze malowali na zamówienie, że nie ma w tym nic złego. Należy jednak rozumieć co oznaczało owo zamówienie. Klient przychodził do artysty bo odpowiadała mu konwencja i zmawiał temat w konwencji wybranego artysty. Dziś zamawiający chce bym namalowała mu portret w stylu Rembrandta, a mój warsztat nie jest akademicki. Mogę być oczywiście tak dobra, że opanowałam kilka warsztatów (akademicki, impresjonistyczny…), ale wtedy jestem dobrym rzemieślnikiem a nie twórcą. Zadaniem artysty jest tworzyć, a nie powielać konwencje.

Ponieważ na rynku jest coraz ciaśniej galerie komercyjne obniżają poprzeczkę. Jest naprawdę niewiele takich, które trzymają poziom. Mogę do nich zaliczyć katowicki Parnas. Jest tak pewnie dlatego, że właściciel galerii jest wykładowcą na ASP, nie może sobie robić obciachu.

los z p...cz.2

A: „To drugie "lobby" które pojawia się w wypowiedziach Bezana, wydaje się łatwiejsze do inwigilacji, przynajmniej dla osób przed 30tką a korzyści finansowe i bytowe, które dla nas z tych mecenatów płyna nieporównywalnie ciekawsze.”

Tak tu macie większą szansę, ale jest też ogromne ryzyko. Musicie wejść w układ, a rezygnując z niego tracicie wszystko. To jest cyrograf. Jeśli ta konwencja pozwala wam się wyrazić, jako artystom, jest szansą, ale trzeba mieć plan awaryjny, bo „dobra pani” szybko się nudzi, ale to właściwa i jedyna droga, nie ma alternatywy. Uprzedzam jednak, podpisanie umowy może skutkować „wyssaniem” i wypluciem na bruk, niewielu zdobędzie pozycję Sasnala, bo Sasnala wylansował Saatchii, a nie polscy mecenasi.

Jak to wyglądało w przypadku Hirsta można przeczytać tu:

http://przekroj.pl/kultura_sztuka_artykul,2959.html

Na początku były duże pieniądze. U nas nikt nie wpuści takich pieniędzy w artystę, nie ma graczy na poziomie Saatchiego. Będzie któryś ogon, a więc i znacznie mniejsze pieniądze.

A: „… ale nie podzielamy zawiści naszych nauczycieli z ASP którzy utrzymując się na etatach państwowych piszą sobie "poezję" do szuflady i raz na dwa lata sprzedają obraz. Oni dużo bardziej nadwyrężają budżet...”

Masz rację, ponieważ oni nie robią nic (a mają taką możliwość), żeby stworzyć dobre warunki startu dla swoich studentów. Grzegorz Kowalski (Kowalnia) rozumie co jest grane i robi to co powinien (zbudował markę „Kowalnia”), choć przesadza z manipulowaniem swoimi studentami, co mam mu za złe. Lamentuję nad pozycją śląskich artystów, ale ona wynika z postaw naszych belfrów, którzy „siedzą w kącie”. Kiedyś był Duda-Gracz, on rozumiał, jak ważna jest pozycja, ale za to był nienawidzony, czego niestety nie potrafił udźwignąć i „na złość mamie” robił różne dziwne rzeczy. Tym niemniej on jedyny dbał o swoich studentów i uczniów i załatwiał, że galerie z nimi współpracowały, że mieli wystawy, organizował plenery, darowywał swoje obrazy aby taki plener mógł się odbyć. Niestety Duda pracował na uczelni krótko, i nie każdy mógł się załapać na Dudę, ale legenda pozostała. On też jako jedyny śledził losy swoich studentów i wspierał ich kiedy tego potrzebowali.

Drugi trend o którym wspominałam to „ucieczka z tonącego okrętu”, każdy kto ma jakiś układzik, robi doktorat i ucieka na uczelnię. Ponieważ robi to wielu „kolegów z podwórka” wiem co przeczytali, ja przy nich jestem intelektualistą. To jest kpina. Mogą nauczyć warsztatu, ale współczesna uczelnia powinna kształcić tak jak o tym mówi Tomek Kozak. Oni nie są w stanie. Nie dość, że nie są wybitnymi malarzami, ani nawet takimi, których lubi publiczność, to jeszcze mało rozumieją sztukę współczesną. Powstaje wiele nowych uczelni artystycznych, powstają nowe kierunki na starych uczelniach, powiększa się nabór, bo przecież muszą być studenci dla profesorów. W ten sposób rodzi się nadprodukcja artystów, jak to niedawno określił jeden z moich belfrów, hodowla bojlerów. Powiększają się grupy, maleją wymagania, nie ma żadnej intelektualnej propozycji, tylko powielanie zachodnich trendów, które u nas są jak pięść do nosa (to mam za złe promotorom sztuki najnowszej – brak oryginalnych idei, ale nie może ich być jak się nie ma odpowiedniego wykształcenia i myśli o pieniądzach, pozycji).

Tam gdzie brak wymiernych kryteriów i gdzie odbiorca nie potrafi ocenić jakości otwieramy drzwi dla „artystów przedsiębiorczych”. Trzeba znać kuratorów, bywać, robić to co krytycy lubią. Na wartościową twórczość nie ma czasu. Ta „nadpodaż” artystów sprawia, że rynek sztuki jest rynkiem konsumenta sterowanym poprzez marketing.

A: „Bo nawet jeśli ktoś tam w Warszawie te ręce pobrudził to ktos tu zapomina że efekt to nie tylko nabicie sobie kieszeni przez klike osób ale duża promocja Polskich nazwisk w świecie. A to służy wszystkim, którzy tu pracują.”

Nie zapominam o tym i to jest wartość bez wątpienia. Mnie nie doskwiera to, że kolega robi karierę (nawet poprzez układ, zawsze były układy, nigdy w nich nie uczestniczyłam, świadoma konsekwencji) Doskwiera mi to, że artysta, któremu się udało, wypowiada się pogardliwie o twórczości artystów takich jak ja, deprecjonuje ją w oczach odbiorcy, a przecież nas nikt nie dotuje, więc skazuje nas na niebyt. To nie jest fair.

Głos z p... cz.3 i ;-)

A: „90 procent młodych artystów nie siądzie na państwowych posadach w uczelniach i nie ma dawnych znajomości ("znajomi profesorowie").Będzie pracowac w reklamie , malować jelenie na rykowisku ale ma zawsze szansę na wniknięcie w tą straszna Warszawke czy Europkę, wysłanie prac na konkurs.”

Skoro 90 % sobie nie poradzi, to znaczy, że jest nadpodaż, że przyjmując na studia artystyczne uczelnia oszukuje studenta. Kształci w zawodzie, który nie ma na rynku szans. Jeśli robi to prywatna uczelnia, jej sprawa –studenci wydają pieniądze na co chcą, ich prawo. Jeśli robi to państwowa uczelnia, jest przechowalnią ludzi, którym się nie udało zaistnieć lub nie mogli zaistnieć bo mechanizm, który powinien wyłapywać i promować talenty jest zepsuty. Jedną z usterek tego mechanizmu opisuje Bezan. Nakłada się ta usterka na wolny rynek, brak dobrego prawa, i nasze kompleksy, co potęguję jej złe skutki.

W moich czasach było trudno dostać się na ASP, medycynę itp, bo pilnowano by każdy miał szansę znaleźć pracę w swoim zawodzie. Teraz zmieniliśmy podejście, jest wolność gospodarcza, wszystko świetnie, ale, górnicy mogą strajkować, rolnicy zabiegają o interwencyjny skup płodów rolnych, a artysta zostaje z ręką w nocniku. Proponowałam kolegom, żeby zrobić manifestację i wywalczyć interwencyjny skup obrazów, ale nie spodobał im się mój pomysł.;-)

Nagroda w konkursie niczego nie zmienia. Wymienieni przez mnie artyści mają na swoim koncie dziesiątki wygranych naprawdę liczących się konkursów. Są dobrymi malarzami, nie uciekli z rynku, mają nagrody i tytuły. Mimo to nie zaistnieli. Nagroda pełni u nas funkcję zapomogi.

Ja nie ma nic do artystów Rastra, CSW itp., ale to tylko jeden rodzaj oferty. Malarstwo o jakim mówię, to oferta dla innego odbiorcy. Nie zapominajcie, że ludzie mają różne upodobania, są i młodzi i starzy (czy lubicie muzykę, której słuchają wasi rodzice czy dziadkowie?) a a oczekujemy, żeby wszystkim podobała się ta sama sztuka. Prace dojrzałych tradycyjnych artystów mogłyby być dobrym łącznikiem pomiędzy tym co oswojone a tym co nowe. Są złotym środkiem, ale kiedy ten złoty środek jest deprecjonowany, odbiorca „kupi” tylko to co wypromowane przez marketing, nie zaufa własnym ocenom. Nowa sztuka straci, bo nie zyska rozumiejącego odbiorcy, a jedynie konsumenta mód. Artysta nie zdobędzie wielbiciela, bo konsument nie potrafi być wielbicielem, wierność nie jest atrybutem konsumentów.

A: Czy Państwo zdają sobie sprawę, że przez 10 lat składał rowery w TESCO oraz urabiał etat na kółku plastycznym w domu kultury ?

Uczyłam w podstawówce, byłam dekoratorem w domu mody, prowadziłam kółka plastyczne, robiłam reklamy, projektowałam książki, a teraz nauczyłam się html’a, cms, wszystko po to by móc malować własne obrazy, po swojemu, by móc tworzyć to co chcę (nie tylko obrazy, które jednak można sprzedać,a le i pracować z nowymi mediami, które są póki co niesprzedawalne). Mogłam je sprzedawać jedynie poprzez galerię komercyjną, lub w pracowni. Komputerów nie było. Katalogi drukowano tym z „U1”. I tak do dziś. Ponad 20 lat.

A: Straszny ten RASTER prawda ? Tak skrzywdził chłopaka... Jedynie ton wypowiedzi Bezana, rozgoryczony i cyniczny niepokoi ale na pewno jest potrzebny, przynajmniej nam.

Raster robi to co powinien robić każdy na jego miejscu. Robi kawał dobrej roboty, co nie znaczy, że nie korzysta ze wsparcia „U2” niestety i Raster posługuje się strategią „pomówień”. „Jakość” ma szansę zaistnieć tylko w warunkach „No U” i bez czarnej retoryki i o to trzeba zabiegać. Jednak aby to było możliwe, należy wiedzieć jak się sprawy mają. Nie każde spostrzeżenie moje, Bezana, czy kogoś innego to bezsporny fakt, dlatego należy dyskutować, posługując się argumentami. A my toczymy jałowy erystyczny spór. Zapewniam, że mnie chodzi wyłącznie o „rozpoznanie” a nie o udowodnienie, że mam rację. Aby to było możliwe, potrzeba mi kontrargumentów, a nie zarzutów, że się mylę. Jeśli się mylę to muszą być argumenty, które tego dowiodą. Sama ich nie dostrzegam, liczę na was, ale jednych mdli, drudzy, się obrażają, a jeszcze inni „podrzucają” jakąś kąśliwą uwagę, a Krytykant grozi.

Fajnie, że napisałaś taki obszerny post, on pozwala odnieść się kwestii. Nie musisz się ze mną zgadzać, napisz w czym Twoim zdaniem się mylę. Pozdrawiam.

Anonimowy

Stowarzyszenie Artystyczne OTWARTA PRACOWNIA podjęła się szczytnego przedsięwzięcia,

pomocy w AUKCJI CHARYTATYWNEJ, z której zyski przekazane będą na pomoc dla URSZULI

SELASZUK, utalentowanej i ambitnej studentki V roku pedagogiki na Uniwersytecie

Wrocławskim.

Urszula cierpi na stwardnienie rozsiane. Celem owej aukcji będzie zdobycie funduszy na kurację, pozwalającą na spowolnienie postępu tej strasznej choroby. Koszt miesięcznej kuracji wynosi około 8 000 zł., co przekracza możliwości finansowe ULI oraz jej rodziny.

Zarząd Fundacji Pomocy "Nowy Świat" zwrócił się do OTWARTEJ PRACOWNI o pomoc w zbiórce prac artystów ze środowiska krakowskiego, które zostaną wystawione na aukcji charytatywnej

w katowickim RONDZIE SZTUKI w grudniu 2009.

Stowarzyszenie Artystyczne OTWARTA PRACOWNIA zwraca się zatem z gorącym apelem

o wsparcie tego ważnego przedsięwzięcia, dzięki któremu możliwa może być pomoc dla ULI.

Zwracamy się do artystów i do miłośników sztuki o pomoc!

Zbiórka prac, które zostaną przeznaczone na aukcję, odbędzie sie w Galerii OTWARTA PRACOWNIA przy ul. Dietla 11, do 15 listopada.

Prosimy o przekazywanie prac w godzinach otwarcia galerii -

poniedziałek, środa, piątek od godziny 18.00 do 20.00.

Anonimowy

Zamieść ogłoszenie tutaj:

http://www.goldenline.pl/grupa/artysci-i-milosnicy-sztuki

http://www.goldenline.pl/grupa/sztuka-wspolczesna

Głos z prowincji

Odnoszę wrażenie, że w zderzeniu z życiem wszyscy straciliśmy głos. Takie bywa życie, ono nie unieważnia naszych codziennych problemów i bitew. Polega na tym, że jedni muszą podpisywać cyrografy, a na innych spada grom z jasnego nieba i trzeba być przygotowanym na jedno i na drugie.

Polega na tym, że wszędzie może ktoś złamać zasady (powyższy wpis łamie dwie, powinien być podpisany, a autor powinien zwórcić się do Jakuba o zamieszczenie ogłoszenia), ale czasem trzeba łamać zasady, żeby ktokolwiek zechciał nam pomóc. I tego przykładem przyjmijmy, że jest to ogłoszenie. Pokazuje, że są ludzie, którzy mają większe problemy od tchy, które tu roztrząsamy, co nie znaczy, że temat został wyczerpany. A może wiecie już wszytko?

No to pytanie "jakie fundusze można pozyskać drogą takiej aukcji?"

Na pewno nie jeden raz oddawaliście prace na aukcje charytatywne. Ile pieniędzy zebrano i co o tym sądzicie?

ASOLWENTKA

Dziękuję za obszerny komentarz do moich uwag. Gdy tylko znajde chwilę czasu obiecuję poruszyć dalej wątek. Na razie myśli walczą o nowy porządek w światopoglądzie. To na pewno duzo da. Rzeczy, które tu powiedziano powinny byc na uczelniach wykładane. Może młodzi artyści zamiast myć podłogi w UK

zorientowaliby się , że jednak jakies mozliwości są...

Co do uczelni państwowych...

MASOWA FABRYKA INWALIDÓW I WIELKA BUJDA NA RESORACH. INSTYTUCJE OBŁUDNE I NIEINTRATNE! No może z wyjątkiem liceów plastycznych...

Kapitan Hak

Faktycznie, pamiętam, że w liceum plastycznym rzecywiście czegoś uczyli. Na studiach nie miałem już takiego wrażenia.

Anonimowy

Odbywa sie w Polsce SAMSUNG ART MASTER . Zostaje co roku zgłoszonych ok 50 -100 obrazów jeśli pamietam dobrze.

Nastepnie FUNDACJA ANNY DYMNEJ pyta tych wszystkich studentów od obrazów którzy i tak raczej nie są nigdy przez jury brani pod uwagę czy przeznacza obrazy na aukcję...

Dziesiatki płócien, niektóre malowane wiele dni, najczęściej duże, widac że kochane przez swoich autorów.

Cena wywoławcza od 100 zł....

Odmówiłem! To dla mnie parodia!

Ja mój obraz później sprzedam za 500-1000 zł. Regularnie prowadzimy ze znajomymi warsztaty dla dzieci z ubogich rodzin własnym sumptem, czasami dożywiamy... ze składki z naszych pensji.

Dlaczego tak wartościowe niekiedy i chciane prace mają zostać sprzedane w większości po 100 zł ludziom, którzy raz w miesiącu wydaja po 5000 na kolejny obraz do kolejnego salonu. Czy jeśli cena wywoławcza będzie wynosiła 500 złotych naprawdę mniej obrazów się sprzeda.

100 zł to cena nieudolnie malowanego jelenia na rykowisku na Allegro w dziale obrazy. formatu 30/40 !

Naprawde jesteśmy tak miernymi malarzami ?

Ja dam pani Dymnej i 20 obrazów, które zresztą i tak dobrze sprzedam, ale czy ona zrobi z tym coś sensownego ? CZy oprócz zaspokojenia potrzeby misjonarskiej znanej postaci publicznej będą jacyś ludzie mieli pozytek z tego..

Kolegi obraz wrócił z konkursu nawet nie rozpakowany.

Nie chcemy więcej mieć nic wspólnego z tym konkursem, odbierac potem po 3 telefony z rzędu z prośbą o zgode na wystawienie pracy w tej aukcji.

Prosze zerknąć na aukcje carytatywne na Allegro ! Tam to ma sens, w dziwny sposób działa ale ma!

(uprzedzając złośliwe komentarze) adresy powyżej zanotowałem, postaram się pomóc.

Anonimowy

Artyści, o których dzisiaj dzieci uczą się w szkołach są "głosami epoki" ponieważ świadomie lub nieświadomie wpasowali się w myślowy konstrukt czasu, w którym przyszło im żyć, lub wyprzedzili ten konstrukt o kilka dekad. Innymi słowy prędzej czy później wypełnili luki dyskursu (w kontekście rozwoju myśli).Spór o intelektualizm, czy analfabetyzm w sztuce kończy się pytaniem o to, co jest rzeczywiście ważne. Gdyby było inaczej ludzie nie kupowaliby Dargera za kupę szmalu, a celnik Russeau byłby prezentowany jako artysta ludowy.Być może odpowiedzi na żywotne ideowe potrzeby epoki może dostarczyć artysta, który akurat w tym czasie, mniej lub bardziej świadomie, zagrał na właściwej strunie bez względu na bibliografię przeczytanych filozofów. To powiedziałem ja a nie żaden filozof, a Heidegger był cholernym faszystowskim wstręciuchem!

Głos z prowincji

AUKCJA CHARYTATYWNA

To kolejny element tej układanki.

Wielokrotnie darowałam obrazy na takie aukcje, najpierw ochoczo z porywu serca, potem z rezerwą, a teraz pod przymusem.

Jest ich kilka rodzajów.

1. Aukcje okolicznościowe, ktoś zna artystę i jest potrzeba więc „wpada na pomysł” i organizuje aukcję a znajomi artyści nie mogą odmówić. Ceny poniżej rynkowych.

2. Aukcje na których organizator robi biznes. Organizuje aukcję aby opłacić np. usługodawcę, którzy za darmo wykonają usługi (załatwia zlecenia dla specjalistów, bo dlaczego niby to Ci usługodawcy nie mogą za darmo wykonać usług?). Kiedy pojawiły się fundusze unijne dla np. branży którą mam na myśli, organizatorzy wycofują się z aukcji. Lub gromadzi obrazy za darmowo, a po nieudanej aukcji sprzedaje. Fundacjom nikt nie patrzy na ręce, bo to zawsze jakiś zbożny cel, albo święty cel.

3. Aukcje ustawione. Wybrani artyści, jakaś gala, umówieni klienci, którzy kupują za pieniądze firmy obrazy po wygórowanych cenach. (lub kupują wybranych artystów na zwykłych aukcjach w ten sposób) – PR.

4. Aukcje z łapanki. Jest bal charytatywny i organizator ma dla gości niespodziankę aukcja, goście przyszli się bawić a teraz wiją się jak tu nie kupić obrazu. Może mają długi, ale muszą dbać o wizerunek bo nikt im nie pożyczy pieniędzy, więc muszą kupić. Co robią? Kupują najtaniej jak się da.

5. Profesjonalne aukcje charytatywne, minimalna cena gwarantowana, (cena wywoławcza dowolna), 50 % dla artysty (koszty uzyskania), umowa darowizny, promocja itp. Jeden raz doświadczyłam takiej aukcji.

Przebieg:

• Organizator wie, że musi utrzymać „rangę” dzieła sztuki, więc ceny (uzyskane) są zbliżone do rynkowych, ale niższe.

• Takie kiedy organizator wynajmuje prowadzącego, cena wywoławcza jest bardzo niska i większość prac idzie za taką cenę, zdecydowanie poniżej ceny rynkowej. Taką aukcje poprowadził np. pan Starmach na rzecz Teatru Śląskiego. Często prace kiczowate wygrywają z dobrymi.

• Pierwsze aukcje charytatywne osiągały duże przebicia cen rynkowych, ale to był moment dziejowy, te dziś to parodia.

• Darczyńcą oficjalnie jest kupujący, tak jest przedstawiany. (robi łaskę, że kupuje). Organizator rzadko dziękuje malarzowi, dziękuje nabywcy. Kiedyś artysta mógł potraktować obraz jako darowiznę (podatki), dziś tylko jeśli daruje na rzecz NGO PP.

• Organizator płaci wszystkim (muzycy, sala, catering…) tylko nie artystom.

Mówić o tym głośno to ruina wizerunku. Artystów mami się promocją w mediach i „zbornością” celu. Niektórzy organizatorzy każą sobie dostarczyć obraz. Są tacy, którzy przychodzą do pracowni z kwiatkami, a finansowane przez pozyskane pieniądze osoby/instytucje przesyłają do artysty oficjalne podziękowanie. Doświadczyłam tego tylko na jednej aukcji.

Podsumowując, tą drogą wycieka na rynek za bezcen masa prac. Rujnowany jest wizerunek sztuki, artysty, dzieła ponieważ prace są za tanie, za łatwo je pozyskać. ( a zbiera się bardzo mało pieniędzy, z trudem wystarcza na pokrycie kosztów organizacji aukcji), nie mówiąc o jej celu. Twierdzę, że jest to sposób finansowania organizatorów (koszty organizacji aukcji, to po prostu ich koszty działalności, pensje, prąd, oczywiście zaksięgowane tak, żeby to ukryć).

W Normalnym świecie to fundacja jest bogatą instytucją (NGO) bazuje na majątku, a u nas (nie wiem czy nadal) wystraczy mieć 1000 zł. żeby założyć fundację. Taka fundacja musi zdobyć pieniądze, które zamierza podarować, najpierw jednak musi pokryć koszty swojej działalności (organizacyjne).

Oczywiście znowu to uproszczenie, ale jestem przekonana że w przypadku zbiórek poprzez aukcje charytatywne sztuki właśnie tak to działa. Zawsze jednak trzeba każdą NGO "lustrować" niezależnie od mojej opinii, bo są i takie, które naprawdę robią wiele dobrego. Jeśli one organizują aukcję charytatywną sztuki, sa jednak nieudolne, bo są niekomptentne, ich niekompetencja szkodzi nam, a potrzebujący zyskują znacznie mniej niż by mogli.

Potencjalny kupujący ma fobię na słowo aukcja charytatywna, po pierwsze dlatego, że nie zawsze ma pieniądze, choć wydaje się, że je ma, po drugie tych biznesmenów jest skończona ilość, i mają skończoną ilość ścian. I wreszcie jak kupią na aukcji to nie kupią w galerii. A jeśli kupią, to Kossaka a nie sztukę współczesną.

Są i spryciarze, którzy na aukcjach kupują tanio to, co w galerii komercyjnej kosztuje znacznie więcej. Oni też nie kupią potem w galerii czy u artysty.

No i wreszcietanie, skoro biznesmeni (darczyńcy) są tacy hojni, dlaczego nie zrobią aukcji samochodów, mebli, (swoich usług czy produktów) itp., można by w ten sposób pozyskać więcej pieniędzy niż sprzedając tanio drogie obrazy.

Problem etyczny artysty. „Muszę” dać obraz, bo przyjaciel prosi, wiem, że pójdzie za bezcen, a on mi o promocji, katalogu itp. Nie mogę pozbyć się słabej pracy, bo to nieetyczne (i obciach), dając dobrą psuję własny rynek. Wytłumaczyć to przyjacielowi jest trudno, bo on ma dobre chęci i dobre serce. I co z tym zrobić?

Anonimowy

Jak to jest skalkulowane?

1. Książeczka Krytykanta, sam tekst, monokolor, mały formacik - cena 27,00

2. Książka Art Now wyd Taschen, full kolor, 5 razy większa objętość - 36,00

Anonimowy

1. Sasnale na londyńskich aukcjach oraz Richtery, Prince'y etc POSPADAŁY

2. Bacon i Freud przyzwoite (milionowe) sprzedaże. Mniam, mniam.

Zmiany, zmiany, zmiany!

Głos z prowincji.

Zapowiedź spotkania "Inwestowanie w sztukę - moda czy konieczność"

w ramach cyklu "Rewolucja w finansach"

W dniu, kiedy media rozpisywały się o upadku jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie, w Londynie odbywała się pierwsza z 3 sesji aukcji dzieł współczesnego artysty-skandalisty - Damiena Hirsta. Jeden z największych na świecie domów aukcyjnych, Sotheby’s, poświecił mu ekskluzywną aukcję, z której sprzedaż przerosła oczekiwania i była wyższa od przedaukcyjnych estymacji. Sytuacja ta skłania do zastanowienia się nad inwestowaniem, szczególnie inwestowaniem w sztukę.

W związku z rosnącym w Polsce zainteresowaniem tematem inwestowania w sztukę, 22 października br. odbędzie się spotkanie "Inwestowanie w sztukę – moda czy konieczność". O swoich doświadczeniach i przemyśleniach będą rozmawiać eksperci, którzy zawodowo i z pasji zajmują się tematem szeroko pojętej sztuki i inwestowania w nią.

Aby uczestnicy spotkania mieli pełny obraz rynku i ścierających się na nim poglądów, do dyskusji zaproszeni zostali zarówno przedstawiciele domu aukcyjnego DESA Unicum, firm doradzających przy inwestowaniu w sztukę: Wealth Solutions, Noble Bank i BRE Private Banking & Wealth Management, jak i dziennikarze, którym ten temat jest bliski.

Eksperci z Galerii 65, która specjalizuje się w fotografii kolekcjonerskiej, opowiedzą o specyfice tego środka przekazu i o tym, kiedy odbitka kolekcjonerska powinna być traktowana na równi z innymi dziedzinami sztuki.

Zaprezentowany zostanie też Kompas Sztuki, czyli ranking polskich artystów współczesnych, który powstał w oparciu o współpracę z 79 galeriami komercyjnymi i niekomercyjnymi w Polsce.

Gościem specjalnym spotkania będzie Krzysztof Musiał - biznesmen i jeden z największych kolekcjonerów sztuki w Polsce.

Spotkanie odbędzie się 22 października, początek o godz. 10.00, w siedzibie Agory, ul. Czerska 8/10. Kontynuacją części formalnej będzie wieczorne spotkanie w warszawskim klubie Level, które rozpocznie się o godz. 19.00. Organizatorami spotkania są: Gazeta.pl i portal finansowy Bankier.pl. Spotkanie odbywa się pod patronatem Fundacji InternetPR, przy współpracy z agencją Public Relations – FineArt Communications.

http://www.rewolucjawfinansach.pl/

Ja nie dam rady, ale prosze o relację z tego spotkania, ono wiele powinno dodać i do tekstów Krytykanta i moich czy Bezana spostrzeżeń.

Anonimowy

czytałam ostatnio teksty z zeszłego roku Kuby

mam wrażenie że ostrze się stępiło nieco,,czy to mylne wrażenie?jak swoj progress widzi sam autor ?

Anonimowy

blow job .ale kto komu ???

Absolwentka

TASCHEN stać na puszczanie książki za 5 zł, to taka książka, sprzeda się na pewno, firma zachęca nią do innych swych pozycji.... Krytykant ustalił cenę idealnie w stosunku do rynku na takie publikacje,do kieszeni studentów sztuki czy malarzy ect. ale porównanie jej do ART NOW nie ma chyba większego sensu...

Proszę mi wyjaśnić, o co chodzi z tą kalkulacją ?

Bezan

Chodzi o to, że Art Now z całą plejadą znajomych sklepów: kern, gagosian, ropac, gladstone, sadie coles hq, johnen & schuettle, carlier gebauer, hauser & wirth, perrotin, yvon lambert etc, etc, czyli elektronów krążących wokół jądra frieze wciska się każdą szparą, GOTOWI DOPŁACAĆ klientowi, byle przeforsować na stałe do świadomości odbiorców na świecie, że paradygmat sztuki tam proponowany to JEDYNA, prawdziwa art now. Nie znajdzie się tam galerii typu marlborough, beyeler, annely juda, poligrafa, karsten greve, daniel templon czy artystów: velickovic, saville, labegorre, duclos, brunet, schahabuddin, seher etc, etc.. Co tam talent, tylko Naszość. Książka Krytykanta jest uczciwie skalkulowana i jeżeli kosztuje 27 zł to Art Now (proporcjonalnie do formatu, objętości etc) powinna kosztować 127 zł, a nie 36,00.

sukmydiiick

ciesz się głupku że tak tanio sprzedają papier toaletowy

[b]

Panie Kubo proszę zmienić adres artykułu, do którego odsyła ten Pana wpis. Obieg zmienił wygląd i pewnie mechanizm. Nie można znaleźć wspomnianego tekstu. Pozdrawiam.

Krytykant

juz jest ok